Janusz A. Zajdel
Paradyzja
Autor: Janusz A. Zajdel
Liczba stron: 196
Rok wydania: 2006
Wydawnictwo: Supernowa
ISBN: 83-7054-163-1
Okładka: broszurowa
Wymiary: 12x19
Paradyzja to orbitalna kolonia, która od stu lat nie utrzymuje kontaktów z Ziemią. Jej mieszkańcy stworzyli własny, idealny ustrój społeczny, Ziemianie podejrzewają jednak, że władze kolonii naruszają fundamentalne prawa człowieka. Ziemski inspektor zastaje świat skrajnie różniący się od obrazu stworzonego przez propagandę. Cenzura i system wymuszania lojalności zmusza obywateli do stosowania wręcz kabaretowych sposobów komunikacji. Ogarnięty paranoją rząd nie chce nawet ujawnić położenia sztucznej planety...
Poleć znajomemu:
Szczególnie polecamy:
Starcie królówoprawa broszurowa
George R.R. Martin
cena
44.49 zł
Wysyłka 3-5 dni
Służącemiękka ze skrzydełkami
Stockett Kathryn
cena
35.99 zł
Wysyłka 3-5 dni
Gra aniołaoprawa broszurowa
Carlos Ruiz Zafon
cena
13.61 zł
Wysyłka 3-5 dni
Polecamy również
cena
38.49 zł
cena
22.49 zł
cena
37.99 zł
Noty wydawnicze:
W zniewolonym świecie myśl jest największym zagrożeniem.
System wyłapuje, interpretuje i odpowiednio ocenia nasze myśli.
Myśl, co chcesz, ale nie daj się na tym przyłapać!
Paradyzja to kolonia orbitalna, która od stu lat nie utrzymuje kontaktów z Ziemią. Jej mieszkańcy stworzyli własny, idealny ustrój społeczny. Ziemianie podejrzewają jednak, że władze kolonii naruszają fundamentalne prawa człowieka. Ziemski inspektor, wysłany, żeby zbadać na miejscu sytuację, zastaje świat skrajnie różniący się od tego, co głosi oficjalna propaganda. Wszechobecna cenzura i bezlitosny system wymuszania lojalności zmusza obywateli do stosowania wręcz kabaretowych sposobów komunikacji. Ogarnięty paranoją rząd nie chce nawet ujawnić położenia sztucznej planety…
"- A Paradyzja? Na mapie nie widzę jej orbity?
- Sami chcielibyśmy wiedzieć, gdzie ona jest - zaśmiał się Tibor. - Nikt tego nie wie. Przypuszcza się, że krąży gdzie w odległości paruset kilometrów nad Tartarem, ale to nic pewnego.
- Nie zlokalizowaliście jej nigdy?
- Nie, nikt jej nie widział".
Czy Zajdlowska wizja świata pogrążonego w informacyjnym kłamstwie to naprawdę przeszłość?
[SuperNOWA, 2004]
Recenzje:
dodał: dorsz
2007-11-13 00:00
Sięgnęłam po "Paradyzję" z myślą, że wznawianie tej książki jest spowodowane wyłącznie popularnością nazwiska autora. Byłam przekonana, że w dzisiejszych czasach, po dwudziestu latach przemian, nie da się tego czytać, że można potraktować tę powieść wyłącznie jako ciekawostkę, coś w rodzaju socrealistycznych kryminałów czytanych dzisiaj dla rozbawienia. Nic bardziej mylnego.
Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że to jest political fiction. Nacisk położony został nie na fabułę, której praktycznie tu nie ma, tylko na opis świata. Rinah Devi, pisarz z Ziemi, przylatuje na Paradyzję, sztuczną planetę zbudowaną jako satelita planety Tartar, bogatej w surowce naturalne, na której jednak nie można się osiedlić ze względu na niekorzystne warunki życiowe. Jest pierwszym Ziemianinem, którego wpuszczono na Paradyzję po wielu latach, jej władcy są bowiem bardzo nieufni wobec obcych. Swoją nieufność tłumaczą niezwykłą podatnością planety na wszelkie akty sabotażu. Czym jednak wytłumaczyć zakaz posiadania grzebienia, który konfiskują Rinahowi od razu na wejściu? Jak wyjaśnić niemożność posługiwania się zegarkiem? Co kryje się za przedziwnym, poetyckim sposobem wysławiania się mieszkańców? Rinah napotyka tak wiele zdumiewających zagadek, że tylko jego dociekliwy umysł pisarza nie pozwala mu zwątpić i zrezygnować z prób zrozumienia tego świata.
Współczesny czytelnik może na początku całkowicie utożsamić się z Rinahem. Jak on, przybywamy z - przynajmniej pozornie - wolnego świata. Razem z nim możemy dziwić się organizacji Paradyzji, świata uważanego przez jego mieszkańców za doskonały. Reagujemy na przezroczyste ściany podobnym jak on poczuciem skrępowania, i nie do końca przekonuje nas tłumaczenie, że wszyscy Paradyzyjczycy to jedna rodzina i nie mają przed sobą nic do ukrycia, po cóż więc mieliby zasłaniać swoje życie. I dopiero kiedy dowiadujemy się, że wszystkie rozmowy tubylców są śledzone przez wszechobecny System, który wyłapuje słowa uważane za podejrzane i nakłada na wypowiadającego je odpowiednią karę, zaczynamy czuć się nieswojo.
Żyjemy w wolnym świecie, teoretycznie... a mówi wam coś nazwa Echelon? Stąd już niedaleko do skojarzenia identyfikatorów, które pozwalają Systemowi śledzić wszystkie ruchy obywatela, z naszymi komórkami albo kartami kredytowymi. Różnica jest, wydaje się, podstawowa. Nam nikt nie każe używać poczty elektronicznej, telefonu komórkowego ani kart kredytowych. System z Paradyzji zaś wymusza używanie identyfikatorów, które noszone muszą być obowiązkowo na palcu, ponieważ inaczej człowiek nie mógłby dostać pożywienia ani nawet otworzyć żadnych drzwi, czyli nie mógłby przetrwać w tym świecie. Czy rzeczywiście jednak ta różnica jest tak bardzo znacząca?
Przeczytajcie "Paradyzję" i przemyślcie zasady koalangu, języka kojarzeniowo-aluzyjnego, stworzonego, aby oszukać wszędobylski komputerowy podsłuch. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać...