Plebanek Grażyna
Dziewczyny z Portofino
Autor: Plebanek Grażyna
Liczba stron: 380
Nr wydania: 1
Rok wydania: 2005
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 83-7414-065-8
Nazwa serii wydawniczej: Seria z Miotłą
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 12x20
Przyjaźnie i zdrady, doświadczenia erotyczne i wyprawy na zakazane tereny, bunt i dążenie do niezależności, życiowe wybory i dramaty powieść ta to rozpoczynająca się w latach 60. i obejmująca trzydzieści lat historia Agnieszki, Hanki, Beaty i Mani, dziewcząt z jednego podwórka, a potem kobiet, których życiowe przełomy zbiegły się z przełomami politycznymi. To także obraz PRL z kobiecej perspektywy: kolejki w sklepach, sadzenie drzewek w czynie społecznym, pełna indoktrynacji szkoła.
Poleć znajomemu:
Szczególnie polecamy:
Ołówekoprawa broszurowa
Katarzyn Rosicka-Jaczyńska
cena
28.99 zł
Wysyłka 24h
Obsoletkibroszurowa
Justyna Bargielska
cena
24.49 zł
Wysyłka 3-5 dni
Klienci którzy kupili ten produkt kupili także:
Cafe Museumbroszurowa
Robert Makłowicz
cena
35.99 zł
Wysyłka 48h
Noty wydawnicze:
Kilka lat temu wróciłam na swoje osiedle. Przeszłam się przed klatkami, pozaglądałam w okna, wreszcie stanęłam przed trzepakiem. Wisiałyśmy tu kiedyś, głowami w dół, przyglądając się światu na opak. Kiedy zaczęłam pisać historię czterech dziewczyn, nie pozwoliłam im nosić różowych sukienek, paplać i plotkować. Zabroniłam intrygować i obmawiać, zakazałam myśleć o sobie nawzajem jak o wrogach. Odwdzięczyły mi się i wyrosły na mądre, silne kobiety. Odkryły, że ich świat nie kręci się wokół mężczyzn. Same wybierają, co dla nich dobre, szukają w sobie, nie na zewnątrz. No i wciąż trzyma je mocna przyjaźń, źródło niewyczerpanej siły. Bo nawet gdy wokół są ludzie, którym w dybach stereotypów łatwiej żyć, dziewczyny – na osiedlu czy gdziekolwiek indziej – żyją po swojemu.
Grażyna Plebanek
Wreszcie powieść zapisująca doświadczenia kobiet, które znam, dziewczyn z mojego podwórka. Urzekająca życiowym i emocjonalnym konkretem, wciągająca, wzruszająca, zabawna.
Agnieszka Graff
[W.A.B., 2005]
Agnieszka, córka zamożnego lekarza, nigdy nie poznała swojej matki, Mania jest dzieckiem alkoholików, ojciec Beaty – opozycjonista – zdradza żonę, Hanka musi przyglądać się, jak jej matka latami znosi bicie i upokorzenia. Wszystkie są koleżankami z jednego warszawskiego blokowiska lat 70., razem chodzą do szkoły i razem dorastają. Nie są grzecznymi dziewczynkami: Grażyna Plebanek bez sentymentalizmu typowego dla powieści dla dziewcząt pisze o ich sekretach i buntach, rozczarowaniu światem dorosłych, pierwszych doświadczeniach seksualnych, do których same dążą, głodzie miłości, zdradach i przebaczeniu. "Dziewczyny z Portofino" to także uniwersalna opowieść o kobiecej sile, przyjaźni i lojalności, które później, w dorosłym życiu, pomagają przetrwać nieudany związek, utratę dziecka, wyjazd z Polski, rezygnację z marzeń, dodają odwagi, by szukać w życiu własnej drogi. To także wyrazisty obraz polskiej codzienności – od peerelowskiej beznadziei do pierwszych lat kapitalizmu.
[Wydawnictwo W.A.B., 2005]
Recenzje:
dodał: hburdon
2007-03-04 00:00
Beata, Agnieszka, Hanka i Mania robią "widoczki", zlizują z dłoni "orężadę w proszku", kupują mleko w plastikowych woreczkach, skaczą w gumę, bawią się na trzepaku, mają tarcze przyszyte – nie przypięte na agrafkę, słuchają kaset Jarre'a na grundigu. Brzmi znajomo? W takim razie jesteś prawdopodobnie kobietą z pokolenia Plebanek i w świat "Dziewczyn z Portofino" wejdziesz jak we własne dzieciństwo. Bo Plebanek ma nieprzyzwoicie dobrą pamięć i czytając jej książkę co chwilę ociera się łezkę nostalgicznego wzruszenia: a zawijanie kiełbasy w szary papier pamiętasz? A lubiłaś wyroby czekoladopodobne z enerde? A myśmy na "widoczki" mówiły "niebka", te najlepsze miały pod szkiełkiem obrazek z Donaldem z gumy do żucia. Gdyby nie ta drobna różnica, byłabym przekonana, że to ja napisałam tę książkę. Aha, no i jeszcze zdjęcie autorki się nie zgadza.
"Dziewczyny" to historia czterech przyjaciółek - od roku 1974, kiedy poznają się i razem zaczynają szkołę, do roku 1992, kiedy spotykają się na lotnisku. Przez te osiemnaście lat kłócą się, nie rozumieją, zdradzają, rozstają, odnoszą sukcesy i porażki – ale przyjaźń trwa. Różnie bywa z wiarą, nadzieją, miłością – tymi trzema; od nich wszystkich większa jest przyjaźń. Zapewne nie każdy pogodzi się z taką hierarchią cnót, nie każdy zaakceptuje relatywizm moralny powieści, w której błędy nie zostają naprawione, zło nie zostaje ukarane, a pozytywne bohaterki nie zawsze zachowują się, jak na dobre heroiny przystało. Szczerze mówiąc – mnie też nie do końca ich zachowanie pasuje; ale jakie mam prawo pierwsza rzucać kamieniem?
Mam dwa zastrzeżenia formalne. Po pierwsze, raziła mnie trochę nadmiernie uproszczona symbolika. To, że somatyczne objawy chorób (angina) lub zaburzeń (jąkanie) mogą mieć podłoże psychiczne, jest oczywiste; jednak kiedy w przełomowym momencie życia objawy te znikają dosłownie w mgnieniu oka, można odnieść wrażenie, że autorka nachyla nam się do ucha, szepcząc lekko protekcjonalnym tonem: "Wiesz, bo tak naprawdę to ona nie była chora, tylko nieszczęśliwa". Mhm, sama się tego domyślałam. Czytelnik lubi sam się domyślić, czerpie z tego największą czytelniczą radość, dlatego nie należy w połowie tomu mrugać do niego, wciskając w dłoń kartkę, na której ołówkiem nabazgrano: "Mordercą jest ogrodnik".
Po drugie, zbędna jest, moim zdaniem, większość fragmentów kursywą, ukazujących mgnienia z teraźniejszości. Pierwsze dwa są świetne: narratorka – jeszcze nie znamy jej imienia – mówi coś Agnieszce, ta wybiega z sali szpitalnej. Co takiego powiedziała? "Przetrąciłam nasz świat"[1] – intrygująco kończy się pierwszy fragment. Drugi jest jeszcze lepszy; wspomniana zostaje "tamta historia"[2], przekazywana z ust do ust w najgłębszej tajemnicy – jaka historia? Teraz trzeba będzie doczytać do końca, żeby poznać tajemnicę. Jednak w dalszej części książki fragmenty kursywą niczego nowego już nie wnoszą, a utrudniają czytanie, bo często trudno się zorientować, co kto komu kiedy powiedział: dialog cytowany, jak gdybyśmy byli jego świadkami, to w rzeczywistości rozmowa Agnieszki z Krzysią, o której Agnieszka opowiada Beacie na kasecie, którą Beata puszcza Hance, o czym dowiadujemy się od narratorki pierwszoosobowej. Trochę nadmiernie skomplikowane, prawda?
"Dziewczyny z Portofino" bardzo mi się podobały, bohaterki były mi bliskie, a ich losy – choć powszednie – przykuły moją uwagę od pierwszej do ostatniej strony. Obawiam się jednak, że to książka głównie dla tych, którzy robili "widoczki" (lub "niebka") i pamiętają kolejki do ambasady po paszport. No i nie mają nic przeciwko temu, żeby im przypominać.
---
[1] Grażyna Plebanek, "Dziewczyny z Portofino", wyd. W.A.B., 2005, str. 8.
[2] Ibidem, str. 59.
dodał: margerytka5
2005-12-22 00:00
Portofino brzmi zdecydowanie lepiej niż wygląda. Dziewczyny z powieści Grażyny Plebanek chcą wieść lepsze życie niż to, jakie jest, albo na jakie wygląda, życie ich rodziców. Niekoniecznie wierne poglądom (patrz: rewelacyjne przedstawienie zmiany stosunku do Kościoła, od dziecięcej fascynacji po rozczarowanie brakiem spełnionych życzeń), ale wierne sobie, wbrew wszystkiemu, wbrew facetom. Mocno mną wstrząsnęły, o wiele silniej niż pociąg, który wiózł mnie dzisiaj do dalekiego, ciepłego domu przez kilka godzin. Poruszająca, prosta w słowach książka. Pozostawia niezatarte wrażenie.
dodał: werbena
2005-12-11 00:00
To książka, którą każdy mógłby napisać, gdyby miał - bagatela - niezbędne po temu umiejętności. Książka ze smaków dzieciństwa, pierwszych smutków i pierwszych zwycięstw. Mocno osadzona w realiach, prawdopodobnie najsilniej przemówi do wyobraźni rówieśniczek tytułowych dziewcząt z Portofino, jednej z wąskich uliczek wielkopłytowych Stegien.
Moim zdaniem, najlepsza jest część opisująca czasy podstawówki: fartuchy, chińskie gumki, lekcje religii w salach katachetycznych i zmagający się z socjalistyczną rzeczywistością rodzice. Im dalej, tym więcej uproszczeń i pośpiechu - być może autorka wzięła za duży zamach i lepiej by było, gdyby nie ciągnęła tej historii aż do dorosłości bohaterek. Ale mimo to książka ma w sobie coś, co sprawia, że czyta się ją do końca z zainteresowaniem.