Elizabeth Gilbert
Imiona kwiatów i dziewcząt
Autor: Elizabeth Gilbert
Liczba stron: 264
Nr wydania: 1
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788375102444
Nazwa serii wydawniczej: Salamandra
Okładka: twarda
Wymiary: 13x20.5
Najnowsza książka Elizabeth Gilbert, autorki światowego bestsellera JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJBohaterami Imion kwiatów i dziewcząt są zapadające w pamięć postaci: dziewczyna, która prowokuje kowboja, by uciekł z nią w Góry Skaliste; umierająca staruszka, która z zadowoleniem wspomina swoje rozwiązłe życie; twarda kobieta, która nie boi się życia w amerykańskiej głuszy, i inni - ludzie z krwi i kości, silni, szukający miłości i bez strachu oddający się pasji. I choć zdarza im się dokonywać złych wyborów, postępować głupio i działać na oślep, to jednak walczą o swoje związki z innymi i mają w sobie wiele odwagi. Te barwne, napisane z dużym humorem, ale i powagą opowiadania nagrodzono Pushcart Prize i nominowano do PEN/Hemongway Award. Elizabeth Gilbert jest autorką opublikowanej przez Rebis bestsellerowej książki Jedz, módl się, kochaj. Pracowała jako dziennikarka ?GQ?, jej artykuły uzyskały trzy nominacje do National Magazine Award. Napisała też powieści Stern Men i The Last American Man.
Poleć znajomemu:
Szczególnie polecamy:
Gra o trontwarda
Martin George R. R.
cena
53.49 zł
Wysyłka 48h
Czwórkatwarda
Waldemar Łysiak
cena
35.99 zł
Wysyłka 3-5 dni
Klienci którzy kupili ten produkt kupili także:
Polecamy również
cena
29.99 zł
cena
21.99 zł
cena
33.49 zł
Noty wydawnicze:
Bohaterami "Imion kwiatów i dziewcząt" są zapadające w pamięć postaci: dziewczyna, która prowokuje kowboja, by uciekł z nią w Góry Skaliste; umierająca staruszka, która z zadowoleniem wspomina swoje rozwiązłe życie; twarda kobieta, która nie boi się życia w amerykańskiej głuszy, i inni - ludzie z krwi i kości, silni, szukający miłości i bez strachu oddający się pasji. I choć zdarza im się dokonywać złych wyborów, postępować głupio i działać na oślep, to jednak walczą o swoje związki z innymi i mają w sobie wiele odwagi.
Te barwne, napisane z dużym humorem, ale i powagą opowiadania nagrodzono Pushcart Prize i nominowano do PEN/Hemingway Award.
[Rebis, 2008]
Recenzje:
dodał: agawebb
2009-03-25 00:00
"Boże, chroń mnie od takich książek" - to chyba jedyne, co mi przychodziło do głowy, i to w sposób natarczywy, podczas czytania "Imion kwiatów i dziewcząt".
Trudno powiedzieć chociaż jedno dobre słowo o tej pozycji. Zwięzła forma, jaką jest opowiadanie wymaga, według mnie, bardziej wyrazistej treści; mocnego w wyrazie splotu wydarzeń i ludzkich charakterów, czegoś, co potrzebuje zwięzłej formy jako przeciwwagi. Zamiast tego otrzymujemy raczej monotonny katalog bezbarwnych bohaterów z mniej lub bardziej marnymi życiorysami. Dialogi przepełnione są niedokończonymi myślami. Element niedopowiedzenia nie wyraża jednak nic prócz pustki, może nie zawsze emocjonalnej, ale prawie zawsze intelektualnej.
Tak naprawdę dostajemy do ręki opis tej części amerykańskiego społeczeństwa, o której wielu bardziej światłych Amerykanów wolałoby zapomnieć. Może właśnie tutaj tkwi powód uznania wyrażonego w obu nagrodach literackich (co oczywiście nie musi o niczym świadczyć)? Być może zamierzeniem autorki było przewrotne ukazanie ludzkiej ułomności? Bez krytyki, sarkazmu, a nawet z cichym zachwytem? Nie mogę sobie jednak wyobrazić, czemu miałoby to służyć. Mnie osobiście nie porywają opowieści o tych, którzy np. "nic nie wiedzą" ("Czego Danny Brown nie wiedział"), albo o tych, których ramy świata wyznaczają dwie spelunki położone po przeciwległych stronach ulicy ("Duże jest piękne"). Powiem więcej: trudno się to czyta chociażby z powodu wszechogarniającej irytacji. Nie wiem, co bardziej mnie rozdrażniło: bezmyślność nastolatków wpadających na "genialny" pomysł popływania w oceanie podczas sztormu ("Zabierajcie stąd te głupie dzieciaki") czy też bezsensowne uczenie kilkuletniego dziecka strzelania do niewinnych ptaków ("Strzelanie do gołębi").
Większość bohaterów jest do tego stopnia nieświadoma głębszego wymiaru życia, ambicji, prawdziwych marzeń, złożonych emocji, że gdyby nie element erotyzmu, wydawać by się mogło, że tak naprawdę nie żyją, ale jedynie trwają w bezmyślnym odrętwieniu. Nawet jeśli jest to efekt zamierzony, a autorka starała się nadać temu jakiś głębszy sens, trudno powiedzieć, żeby jej się udało.
Na koniec pozwolę sobie powrócić jeszcze raz do formy. A mowa w szczególności o tłumaczeniu. O ile tematyka pozostawia wiele do życzenia, o tyle tłumaczenie (M. Jabłońska-Majchrzak, K. Karłowska) jest po prostu fatalne. Wpływa ono na jakość lektury do tego stopnia, że zastanawia mnie, o ile książka byłaby lepsza w ogólnym odbiorze, gdyby została porządnie przetłumaczona. Tym bardziej, że do tego karkołomnego – jak się okazuje – zadania zostało zatrudnionych aż dwóch tłumaczy. A książeczka ma zaledwie 300 stron...