Promocje  |  Nowości  |  Bestsellery  |  Zapowiedzi
Szukaj w sklepie:
Twój koszyk jest pusty

Eduardo Mendoza

MAURICIO, CZYLI WYBORY


Autor: 
Eduardo Mendoza
Liczba stron: 
370
Nr wydania: 
1
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Znak
ISBN: 
9788324009572
Nazwa serii wydawniczej: 
Wirus Degeneracji
Okładka: 
broszurowa
Wymiary: 
12x19.5

 
cena  27.49 zł
Wysyłka 3-5 dni
Do Koszyka
lub zarejestruj się
żeby kupować 1 kliknięciem
 
Nowa książka znanego hiszpańskiego autora z pewnością zaskoczy wielbicieli zabawnej trylogii wydanej kilka lat temu przez Znak. Tym razem mamy do czynienia z poważną powieścią o wyborach ? nie tylko politycznych, ale przede wszystkim życiowych. Tytułowy bohater jest przeciętnym trzydziestolatkiem. Z zawodu dentysta, nie ma wielkich ambicji ani oczekiwań. Sam uważa się za osobę dość nudną i bez polotu. Kiedy członkowie Socjalistycznej Partii Katalonii proponują mu miejsce na liście wyborczej, jest zaskoczony, ale zgadza się kandydować. To zapoczątkuje cały szereg wydarzeń, które w istotny sposób wpłyną na życie bohatera. W jego orbicie znajdą się dwie kobiety, między którymi też będzie musiał wybierać? Tłem powieści jest pofrankistowska Hiszpania ? a dokładniej ukochana przez pisarza Barcelona ? w czasie, kiedy ubiegała się o organizację igrzysk olimpijskich. Na oczach bohaterów umierają rewolucyjne ideały, a ich miejsce zajmują cyniczne rozgrywki polityczne i podejrzane interesy. Niewesoła opowieść o miłości i polityce.
 
 
Szczególnie polecamy Aby dodawać recenzje proszę się zalogować.
Poleć znajomemu Przeczytaj noty wydawców

 
 
 
 

Szczególnie polecamy:
 

Zdjęcie produktu: W kanałach Lwowa
W kanałach Lwowa
broszurowa
Robert Marshall

cena   29.99 zł

Wysyłka 24h
Zdjęcie produktu: Marzenie celta
Marzenie celta
twarda
Mario Vargas Llosa

cena   40.49 zł

Wysyłka 3-5 dni
Zdjęcie produktu: Literatura Czeska. Tom 12. Lemoniadowy Joe + DVD
Literatura Czeska. Tom 12. Lemoniadowy Joe + DVD
oprawa twarda
Jiri Brdecka

cena   28.99 zł

Wysyłka 3-5 dni
 

Zdjęcie produktu: Antologia poezji polskiej
Antologia poezji polskiej
twarda, skóropodobna, złocenia
cena   12.00 zł

Wysyłka 24h
 
Polecamy również

Drzwi do piekła
cena 
29.99 zł




Dom córek
cena 
21.99 zł




Alef
cena 
33.49 zł




 
 
Noty wydawnicze:
 
Mendoza na gorzko.

Nowa książka znanego hiszpańskiego autora z pewnością zaskoczy wielbicieli zabawnej trylogii wydanej kilka lat temu przez Znak. Tym razem mamy do czynienia z poważną powieścią o wyborach - nie tylko politycznych, ale przede wszystkim życiowych. Tytułowy bohater jest przeciętnym trzydziestolatkiem. Z zawodu dentysta, nie ma wielkich ambicji ani oczekiwań. Sam uważa się za osobę dość nudną i bez polotu. Kiedy członkowie Socjalistycznej Partii Katalonii proponują mu miejsce na liście wyborczej, jest zaskoczony, ale zgadza się kandydować. To zapoczątkuje cały szereg wydarzeń, które w istotny sposób wpłyną na życie bohatera. W jego orbicie znajdą się dwie kobiety, między którymi też będzie musiał wybierać... Tłem powieści jest pofrankistowska Hiszpania - a dokładniej ukochana przez pisarza Barcelona - w czasie, kiedy ubiegała się o organizację igrzysk olimpijskich. Na oczach bohaterów umierają rewolucyjne ideały, a ich miejsce zajmują cyniczne rozgrywki polityczne i podejrzane interesy.

Niewesoła opowieść o miłości i polityce.

[Znak, 2008]
 
 
Recenzje:
 

dodał: jolietjakeblues
2008-11-22 00:00
To trudna książka. Ale nie do czytania, tylko do recenzowania. Niby nie niesie ze sobą nic specjalnego, nic interesującego, ot, taka sobie opowieść o pofrankistowskiej Hiszpanii, z trzydziestoletnim dentystą w roli głównej. Jednak instynktownie się czuje, że coś w tym wszystkim jest. Tylko co?

Dziwnie się żyje nie tylko w naszym kraju. Dziwnie się żyje w Europie, na świecie. Banałem jest stwierdzenie, że każdy dzień przynosi zmiany. Ale wydaje mi się, że w dziejach ludzkości, na każdym ich etapie, pojawiają się okresy, które inaczej traktowane są przez ludzi. Rzecz w pewnych ważnych zmianach, które mogą wywierać na obywateli wpływ przez rok, dziesięć lat, czasami o wiele dłużej. Wówczas my, mieszkańcy danego kraju, dana społeczność, dany naród, musimy dokonywać wyborów, czujemy obawy. Być może nawet nie jesteśmy tego świadomi, wydaje się nam, że po prostu żyjemy. A jednak… Jednak dzieje się coś takiego, że za jakiś czas ktoś o wyczulonym zmyśle, dziennikarz, reporter, dokumentalista, literat, poeta o tym opowie, wyławiając nasze zachowania, kręcenie się w miejscu, szarpaninę. Społeczeństwo się zmienia? Obywatele zmieniają swoje państwo?

Z jakich powodów pofrankistowska Hiszpania stała się tak ważna dla Eduarda Mendozy? Czyżby pod postacią Mauricia próbował zrelacjonować swoje obawy sprzed lat? Jakieś własne przeżycia? Problemy z dostosowaniem się do społecznych zmian? Najprawdopodobniej. Znikąd ta proza się nie wzięła. Ale takie pytania i szukanie na nie odpowiedzi nie dają czytelnikowi niczego.

Na pierwszy rzut oka to zwykłe czytadło, które wyrywa z kultury iberyjskiej pewien okres, wyrywa z niej kilka postaci i podaje czytelnikowi na tacy ku jego wątpliwej przyjemności. Na drugi rzut oka mamy w powieści konglomerat różnorodnych zjawisk, składających się na duże europejskie państwo, które strząsa z trudem lepkie, porwane już pajęczyny II wojny światowej i dyktatury Franco, stawiając kroki ku demokracji. Zatem książka o polityce? O, z pewnością! Przecież Mauricio, przedstawiciel kapitalizmu, wyższej chyba klasy średniej, usług medycznych (chociaż sam z niespecjalnym szacunkiem do tego podchodzi), w wyniku zbiegu okoliczności, jak to zwykle bywa, otrzymuje od swojego kraju możliwość uczestniczenia w nadchodzących przemianach. Widzimy, że lewica potrzebuje świeżej krwi. Niby zwykła sprawa przed wyborami. Wszyscy potrzebują czegoś czy kogoś nowego. Na tym polega zwykle przedwyborczy szał. Powiedziałbym, że dla czytelnika polskiego nie jest to wcale zaskakujące. Naprawdę nihil novi. A zatem tą świeżą krwią ma być Mauricio. Nagle dokonuje wyboru (!) i czas poświęcany do tej pory tylko pracy zawodowej decyduje się dzielić między wykonywanie profesji dentysty a uczestnictwo w komunistycznych mityngach, na które kierują go „starzy” wyjadacze. Jego lewicowi protektorzy najpierw go przedstawiają wyborcom, by potem podziwiać za styl, łatwość przemówień, kontakt ze słuchaczami. „Starzy” odchodzą, wybory też. Cóż pozostaje dentyście? Doświadczenie.

Szamotanina na barcelońskich uliczkach. Wyborcze nihil novi zamienia się dla czytelnika w istny kalejdoskop wydarzeń, w których czasami Mauricio znika z kart powieści, a jego miejsce zajmuje Clotilde. Autor poświęca jej samotnemu życiu wiele stron powieści. Czytelnicy poznają ją dzięki Mauriciowi. Ale potem Mauricio zostaje usunięty na jakiś czas w cień, żebyśmy mogli potowarzyszyć Clotilde w domu, w pracy, wyruszyć z nią w podróż służbową samolotem poza Półwysep Iberyjski. Zatem zwykłe sprawy dla nowego pracownika kancelarii adwokackiej. Nużące przewracanie dokumentów przy biurku. Pierwsze ważne zlecenie. Jak delikatnie Mendoza o tym opowiada! Jakże nieznacznie uchyla drzwi, żebyśmy mogli podejrzeć, co się w tej Hiszpanii dzieje. Podglądajmy! Wsuńmy leciutko głowę w szparę, przyłóżmy ucho do ściany, a drugie nadstawmy, bo autor cichutko szepce sugestie. Nielegalne interesy adwokackie? Współpraca z mafią? Nepotyzm? Mobbing? Za chwilę drzwi zostaną zatrzaśnięte, Clotilde zajmie się swoimi rodzinnymi sprawami albo popadnie w nastroje, które nie pozwolą jej z nikim się widywać czy wychodzić z domu. Może siedzi skulona w fotelu i krzyczy do siebie, że musi, musi wyjechać choćby na chwilę z tego miasta! Czy tak też krzyczy Mauricio? Nie, on jest bardziej stateczny i pochłonięty pracą tudzież wyzwaniami swoich czasów. Jeśli uczestnictwo w wyborach mogło być tylko zdarzeniem, dzięki któremu nabrał doświadczenia, to praca pochłania go bez reszty. Tutaj z kolei bez żadnej sugestii Mendoza opowiada o ekonomii, możliwościach rozszerzania działalności, otrzymywania kredytów, pożyczek. Po prostu opowiada o klasie średniej, która się dorabia. Wybory bardzo prozaiczne, bo: wynajmować mieszkanie czy je kupić na własność? nowe czy stare auto? Ale, ale… To byłoby za proste, zbyt zwyczajne! Takie życie nigdy nie jest. Gdy Mauricio dokonuje swoich wyborów, nawet trochę się z nimi męczy, a Clotilde przeżywa kancelaryjno-miłosne rozterki, co przecież oplata ich oboje wiadomą uczuciową nicią, to Barcelona, może jako metafora zachodniej cywilizacji, pokazuje swoje niezbyt sympatyczne oblicze. Ową twarzą jest najnieszczęśliwsza postać z tria głównych bohaterów. Porritos. Zauważcie, Drodzy Czytelnicy, pewną rzecz, która może została przeze mnie mylnie odczytana, ale osądźcie sami: Mauricio, Clotilde i Porritos stanowią trio najważniejszych, pierwszoplanowych bohaterów powieści, symbolizujących Hiszpanię czy ogólnie zachodnią cywilizację. Mauricio to teraźniejszość, dorabianie się, ekonomia, zwykłe sprawy klasy średniej. Clotilde to z kolei symbol przyszłości, rozterki przy jej planowaniu, obawy, które bliższe są współczesnym czytelnikom niż obywatelom Hiszpanii sprzed trzydziestu lat. A Porritos, najciekawsza postać, to duch przeszłości, młoda, ale obarczona tajemnicą, która została trochę strywializowana, bo jakoś nie powoduje u czytelnika dreszczu emocji. A może konstrukcja tej postaci powoduje odrzucenie tajemnicy, zapomnienie o niej, a skoncentrowanie się na jej teraźniejszym wizerunku? Bo wizerunek tej kobiety jest bardzo smutny. Od sugerowanej przeszłości (dlaczego kojarzy się tak bardzo z Fellinim?), której symbolami są gitara i śpiew, po robotniczo-artystyczną apaszką na szyi i powyciągany sweter. Jak autor, tylko sugeruję to, co jest ciekawe w tej postaci. Być może przez tę symbolikę jest ciekawa? Może dzięki temu powstał jej bardzo interesujący portret także psychologiczny, naznaczony w dodatku jakąś dziwną, przejmującą nostalgią?

Może niezbyt szczęśliwie, ale kojarzę sobie i same imiona tego tria w podobny sposób. Mauricio jako zwykłe hiszpańskie imię z czasów powieści, Clotilde - wychodzące na przeciw globalizacji, amerykanizacji, Unii Europejskiej, zaś Porritos jako symbol tradycji Półwyspu Iberyjskiego.

To banalne, ale oczywiście Mauricio musi dokonać między obu kobietami wyboru (!). Niezbyt to finezyjna konstrukcja. Jednakże przez narzucenie takiej, a nie innej symboliki stała się ciekawsza, podszyta emocjami.

Pozostałe postacie to tylko statyści. Niektórzy ciekawi, jak chociażby alkoholik ksiądz-robotnik, który „był wysoki, chudy, zmizerowany, miał zielonkawą twarz, podkrążone oczy, cienki nos, uszy wielkie i przezroczyste. W sumie wyglądał na bardzo chorego, a zarazem zdemoralizowanego”[1] lub prywatny detektyw, którego autor tak przedstawia: „Był to człowiek w nieokreślonym wieku, tak niski i pokręcony, że musiał wykonać skok i wykręcić piruet, schodząc z fotela”[2], inni nie. Ale po wszystkich Mendoza tylko się prześlizguje. Czasami wychodzą na środek sceny, stają blisko głównych aktorów, za chwilę robią krok do tyłu i wtapiają się w tłum z nieoświetlonego fragmentu sceny. Po prostu znikają gdzieś w uliczkach Barcelony.



---
[1] Eduardo Mendoza, "Mauricio, czyli Wybory", tłum. Marzena Chrobak, wyd. Znak, 2008, s. 65.
[2] Tamże, str. 51.


dodał: dansemacabre
2008-05-06 00:00
Bildungsroman w wersji hiszpańskiej, inicjacyjna powieść o życiowej determinacji, dylematach i sposobach radzenia sobie z zakrętami życiowej drogi, obyczajowy i społeczny koktajl dla zwolenników prozy wyważonej, subtelnej, pozornie suchej, lecz kipiącej od znaczeń – wszystko to można powiedzieć o najnowszej powieści Eduarda Mendozy, w której doświadczanie samego siebie tytułowego bohatera będzie jednoczesną podróżą w zawikłane realia społeczne iberyjskiego państwa, które odradza się po latach panowania generała Franco i które sportretowane zostaje tak sugestywnie, jak wszystkie postacie tej barwnej, wielowątkowej opowieści.

Mauricio wiele sobie zarzuca. Nijakość, pospolitość, brak fantazji i nieumiejętność właściwego sterowania swoim życiem tak, aby być z niego zadowolonym. „Dobiegał trzydziestki, nie wybił się w żadnej dziedzinie ani się nie wzbogacił i uważał się za faceta nudnego, mało oryginalnego, pozbawionego inicjatywy i żadnych szans na zmianę”*. Trudno polubić takiego bohatera, prawda? Tym bardziej, że żaden z niego rasowy Hiszpan, żaden ognisty compañero ani dla nas, ani dla pozostałych męskich bohaterów powieści. Mauricio w niewyszukany sposób potrafi się nad sobą użalać: „Jestem smutasem, pomyślał. Abulia i uporczywe pragnienie obiektywizmu czynią ze mnie człowieka mdłego, bez oblicza. Mam w żyłach wodę, a nie krew”**. I kiedy wydaje nam się, że Mendoza portretuje w książce jakiegoś szarego obywatela Barcelony, z szarymi sprawami, problemami i dylematami, książka nabiera typowo iberyjskiego kolorytu, kiedy Mauricio będzie zmuszony dokonywać coraz to nowych wyborów.

Szczególną uwagę zwracają dwie kobiety w otoczeniu bohatera. Clotilde jest młodą prawniczką, która czuje się niedoceniana w pracy u mecenasa o wiele mówiącym nazwisku Macabros. Kobieta wiąże się z Mauriciem, ale ich wzajemne relacje wciąż zasnute będą mgłą wzajemnych oskarżeń i ścierania się przeciwstawnych poglądów. Kiedy Clotilde jest już prawie przekonana, że mimo różnic to Mauricio zostanie jej życiowym partnerem, w jego życiu pojawia się Porritos - śpiewająca muza i natchnienie proletariackiego tłumu, była narkomanka i trzpiotka, której groźny wirus odbiera zarówno radość życia, jak i samego Mauricia. Dramatycznie rozbity między przywiązaniem do ciężko chorej Porritas a rozkwitającym uczuciem wobec dzielnej Clotilde, Mauricio będzie zmuszony dokonać wyboru serca i wyboru, jaki umożliwi mu zajęcie miejsca u boku jednej z kobiet.

W sieci kobiecych zależności pojawią się także inne, równie pasjonujące czytelnika rozterki, jakim będzie musiał sprostać bohater. Będzie w tej książce o wyborach politycznych, o dylematach moralnych mężczyzny w białym kitlu, o rozterkach pragnącego dobra dla wszystkich, który nie do końca rozumie, co tak naprawdę dobre jest dla niego. Będzie także pięknie sportretowana Barcelona i Katalonia, która także stanie przed swoistymi wyborami.

Mendoza napisał powieść, w której za pomocą swego Mauricia boleśnie rozprawi się z własną ojczyzną. Czego dowiadujemy się na początku o Hiszpanii? „Kraj w tym momencie jest zamkiem z piasku. Z daleka wygląda fajnie, ale gdyby tylko pokropił słaby deszczyk, rozpadnie się”***. Rozpadają się głoszone idee i miałkie czyny, rozsypuje porządek i atomizuje społeczeństwo. Dla nowej Hiszpanii nie widać jeszcze wyraźnie drogi, po jakiej będzie kroczyć po zmianie systemu. To takie iberyjskie przedwiośnie Żeromskiego. Nie tak rozmyte, jak to polskie, ale równie niepewne i niepokojące. Im trudniej będzie podejmować jednostkowe decyzje tytułowemu bohaterowi, tym bardziej skomplikowane staną się dla nas socjologiczne i polityczne uwarunkowania, w jakich znajduje się jego ojczyzna. Ważnym aspektem jest tutaj nadzieja, jaką niesie ze sobą perspektywa igrzysk, których tak bardzo pragną barcelończycy. Gdzieś wśród wielkich nadziei kryją się ich małe spełnienia, a Barcelona staje się w tej powieści katalizatorem dla uczuć bohaterów i zewnętrznych czynników, które będą determinować ich działania.

Mądra książka. Pełna dostojeństwa, a jednocześnie tak silnie rozedrgana. O wyborach, jakich dokonujemy każdego dnia i o takich, z którymi przychodzi nam się mierzyć tylko raz w życiu. Powieść o dojrzewaniu i dorastaniu do samego siebie. Bardzo hiszpańska i jednocześnie silnie paraboliczna.



---
* Eduardo Mendoza, "Mauricio, czyli Wybory", tłum. Marzena Chrobak, wyd. Znak, 2008, s. 171.
** Tamże, s. 266.
*** Tamże, s. 36.

 
 
 


Dla klientów Moje konto Warunki zakupów Warto odwiedzić O firmie
rss