Olga Tokarczuk
Bieguni
Autor: Olga Tokarczuk
Liczba stron: 450
Nr wydania: 1
Rok wydania: 2007
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
ISBN: 9788308039861
Okładka: oprawa broszurowa
Wymiary: 12.5x19.5
Nowa, bardzo oczekiwana powieść, której pisarka poświęciła ostatnie trzy lata pracy. Bieguni to książka odważna, w której Olga Tokarczuk opowiada o sobie i o swoim widzeniu świata.O autorze:Olga Tokarczuk (ur. 1962) - wybitna prozaiczka i eseistka, uhonorowana wieloma nagrodami, m.in. Nagrodą Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Nagrodą Fundacji im. Kościelskich oraz trzema nominacjami do nagrody literackiej Nike. Trzykrotna laureatka nagrody czytelników Nike. Jej powieść Dom dzienny, dom nocny znalazła się na tzw. krótkiej liście nominowanych do Międzynarodowej Dublińskiej Nagrody Literackiej IMPAC.
Poleć znajomemu:
Szczególnie polecamy:
Służącemiękka ze skrzydełkami
Stockett Kathryn
cena
35.99 zł
Wysyłka 3-5 dni
Pojednaniemiękka
Mateusz Krautwurst
cena
20.68 zł
Wysyłka 24h
Ołówekoprawa broszurowa
Katarzyn Rosicka-Jaczyńska
cena
28.99 zł
Wysyłka 24h
Bomba w windzieoprawa broszurowa
Łukasz Gołębiewski
cena
21.99 zł
Wysyłka 3-5 dni
Noty wydawnicze:
Bieguni - odłam prawosławnych starowierców. Odrzucali hierarchię kościelną, wierzyli, że świat jest przesiąknięty złem. Uważali, że zło ma największą moc, gdy człowiek stanie w miejscu. Jedynym sposobem ratunku przed złem jest podróż, ruch.
Kim są współcześni "bieguni"?
Jak wielu jest ich wśród nas?
"Ta książka stara się być lojalna wobec kakofonii i dysonansu naszego doświadczania świata, wobec niemożliwości jego ujednolicenia, wobec jego chaosu, rozpadania się i ponownego tworzenia nowych konfiguracji.
Jestem w niej wierna peryferiom, obszarom niedopowiedzianym, zamazanym. Powtarzam w niej własne błędy i wydaje mi się to konieczne".
Olga Tokarczuk
[Wydawnictwo Literackie, 2007]
Nowa, bardzo oczekiwana powieść, której pisarka poświęciła ostatnie trzy lata pracy. "Bieguni" to książka odważna, w której Olga Tokarczuk opowiada o sobie i o swoim widzeniu świata.
Zapowiada się największe wydarzenie literackie 2007 roku.
[WL, 2007]
Recenzje:
dodał: sowkachoinowka
2009-04-28 00:00
Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest nieuporządkowana - jak mogłoby się wydawać - forma opowieści. Wątki autobiograficzne (a może tylko zmyślenia?), opowiadania posiekane na części, krótkie wtrącenia liczące zaledwie kilka zdań. Niezwiązane ze sobą, ale następujące po sobie, albo składające się w całość, a mimo wszystko podzielone. Czasami pisane w pierwszej osobie, czasami w trzeciej, jakby żeńska narratorka pojawiała się i znikała. Zresztą sama przyznaje: „zrobiłam się niewidoczna, przezroczysta”[1].
Już na samym początku narratorka (czy sama autorka?) wyznaje, że zapisuje „na skrawkach papieru, w notesach, na pocztówkach, na skórze dłoni, na serwetkach, na marginesach książek”[2]. Takie właśnie wrażenie można odnieść, czytając „Biegunów” - że Tokarczuk, zafascynowana napotkaną anomalią, naszkicowała szybko kilka zdań, a później stworzyła z tych małych, nierównych kawałków mniej więcej całość. Autorka daje czytelnikowi puzzle do ułożenia, i to w dodatku kilka zestawów wymieszanych ze sobą. Chociaż forma ta może męczyć, to tak naprawdę jesteśmy do niej przyzwyczajeni. Co chwila zmieniamy kanały telewizora, przeskakujemy z linku na link w Wikipedii - „najuczciwszym projekcie poznawczym człowieka”[3]. Co więcej, autorka zachęca nas, byśmy sami przystąpili do tego dzieła tworzenia miniaturowych form: „Niech każdy napisze choć jedno zdanie o tym, na czym zna się najlepiej”[4].
Tokarczuk skupia się tylko na dziwnych urywkach, nie interesuje jej normalne życie, lecz to wynaturzone, odbiegające od normy - inaczej: niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju. W swojej książce, jak w muzeum osobliwości, zebrała „tylko kości, ale tylko te, którym coś dolega”[5]. Skupia się na szczegółach, bo „Widzi się tylko świat we fragmentach, innego nie będzie”[6].
Małe formy literackie łączą się ze sobą na różne sposoby - jak drogi ludzi krzyżujące się na lotnisku. Czasem łączy je motyw przewodni, np. seks czy zwłoki ludzie. Czasem osoba wspomniana w poprzednim kawałku staje się bohaterem następnego. Czasem powtarza się znany już z innego opowiadania motyw - jak to, że „celem pielgrzymki jest inny pielgrzym”, czy że kobieta w pewnym wieku staje się niewidzialna.
W książce mieszają się przede wszystkim ruch i bezruch, ale także wiara i rozum, wiara i seks, seks i śmierć, śmierć i wiara. Bohaterem u Tokarczuk może być każdy człowiek i każda rzecz: od wielkich lotnisk przyrównywanych do miast aż do podpasek z zabawnymi napisami. Program w telewizji i własne mieszkanie, które stało się hotelem. Ludzie zostają odczłowieczeni, zastygają w formalinie - podczas gdy mieszkanie tęskni za swym właścicielem, a do amputowanej nogi pisze się listy. To, co do tej pory było w książkach pomijane wstydliwym milczeniem jako niegodne uwagi, nagle zostało postawione na piedestał jak w gabinecie osobliwości.
Jednym z najważniejszych - jeśli nie najważniejszym - bohaterów jest ciało ludzkie: walizka, którą człowiek zabiera ze sobą w podróż: „Tym oto ciałem podróżował przez kilka lat XY. Opuścił je w takim i takim wieku”[7]. Tokarczuk przypatruje się gabinetom osobliwości, poważnym muzeom, projektom badawczym, świętym relikwiom, zbiorom figur woskowych, efektom całopalenia i przedmiotom czci narodowej. Obsesję na tym punkcie mają też przedstawieni w książce ludzie, chcący zatrzymać czas, powstrzymać efekty przemijania.
Początkowo to zainteresowanie uwiecznianiem doczesnych szczątków jest niezrozumiałe, dopiero na koniec dowiadujemy się, że dzięki opowieściom cały świat zastyga „w formalinie zdań”[8]. Uwieczniamy się nawzajem na wypadek czekającej na nas śmierci.
Porażeni tym stwierdzeniem sięgamy ponownie po lekturę, bo tę książkę można - i trzeba - czytać kilkakrotnie. Ale to, co czytamy, jest już czymś innym niż czytaliśmy, bo nie można przeżyć dwa razy tego samego.
---
[1] Olga Tokarczuk, „Bieguni”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 25.
[2] Tamże, s. 24-25.
[3] Tamże, s. 83.
[4] Tamże.
[5] Tamże, s. 25.
[6] Tamże, s. 204.
[7] Tamże, s. 344.
[8] Tamże, s. 450.
dodał: dot59
2008-02-21 00:00
Pomijając „Lalkę i perłę”, jak na mój gust zbyt hermetyczną, zbyt erudycyjną, lektura każdej kolejnej książki Tokarczuk jest dla mnie coraz większą przyjemnością. Po „Ostatnich historiach”, stanowiących spójną, klarowną całość, z wyraźnie opowiedzianą akcją każdej z trzech części – znając temat kolejnej powieści, spodziewałam się czegoś jeszcze bardziej ciągłego i fabularnego. A tymczasem niespodzianka!
„Biegunów” trudno nawet nazwać powieścią sensu stricto, no bo gdzie prolog i epilog, gdzie zawiązanie i rozwiązanie intrygi, które postacie pierwszo- a które drugoplanowe, który wątek główny i czy w ogóle jest tu jakiś konkretny wątek? Ma go co prawda każde z wtrąconych w tekst opowiadań, ale co wspólnego ma ze sobą historia polskiego turysty, któremu podczas urlopu w Chorwacji zgubiła się żona, i holenderskiego anatoma z przełomu XVII i XVIII wieku, Rosjanki uciekającej przed męką codzienności do podziemi metra i średniowiecznego władcy maleńkiego arabskiego kraiku? A prócz tych opowiadań są jeszcze zapiski z podróżnego notesu, luźne refleksje, cytaty ze źródeł prawdziwych i zmyślonych. Ta mieszanina tematów, gatunków, konwencji powoduje, że „Biegunów” nie da się opowiedzieć tak, jak można było opowiedzieć „E. E.” czy „Prawiek i inne czasy”. Można tylko stwierdzić, że treścią ich jest ruch i bezruch, istnienie i przemijanie, pozostawanie i uciekanie, pozwalanie rzeczywistości, by opływała nas swobodnie i odsuwała się w zapomnienie, albo jej desperackie utrwalanie przy pomocy wszelkich dostępnych metod. Życie i niby-życie.
Jak mówią członkowie dziwnej sekty biegunów, tylko ruch chroni człowieka przed złem; „to dlatego tyrani wszelkiej maści, piekielni słudzy, mają we krwi nienawiść do nomadów – to dlatego prześladują Cyganów i Żydów, to dlatego przymusowo osiedlają wszystkich wolnych ludzi, naznaczają adresem, który dla nas jest wyrokiem. Chodzi im o zbudowanie zastygłego porządku, o uczynienie upływu czasu pozornym. O to, żeby dni stały się powtarzalne i nie do odróżnienia, o zbudowanie wielkiej machiny, w której każde stworzenie będzie musiało zająć swoje miejsce i wykonywać pozorne ruchy. Instytucje i biura, pieczątki, okólniki, hierarchie i szarże, stopnie, podania i odmowy, paszporty, numery, karty, wyniki wyborów, promocje i zbieranie punktów, kolekcjonowanie, wymienianie jednej rzeczy na drugie. Przyszpilić świat za pomocą kodów kreskowych, każdej rzeczy dać etykietę, niech będzie wiadomo, co to za towar i ile kosztuje”[1].
Wygląda to na jakiś manifest anarchistyczny… ale czyż pozbawione jest racji? Może niekoniecznie trzeba prowadzić żywot nomady, traktować dom jak hotel, a hotel jak dom, ale po prostu być w ruchu – choćby metaforycznie? Podróżować w głąb własnego ciała albo w przestrzenie wyobraźni, wszystko jedno, byle być mobilnym, nie pogrążać swojego życia w formalinie nawyków i konwenansów, nie zesztywnieć jak „starannie wykonane preparaty zatopione w pleksi”[2]…
Na jednoznacznie pozytywne wrażenie, jakie pozostało mi po lekturze, składa się nie tylko uniwersalność przesłania, ale także – może nawet w równej mierze – kwestie warsztatowe. Ta nieciągłość wątków, to poszatkowanie na mniejsze i większe porcje o różnym ciężarze gatunkowym – z których tylko kilka musi mieć swoje stałe miejsce, pozostałe zaś, podobnie jak w „Grze w klasy” Cortázara, mogą zostać wymieszane i ułożone od nowa, nie tracąc wymowy ani zrozumiałości – czyni cały tekst jedną wielką alegorią mobilności. A zarazem stanowi wyjście naprzeciw podróżującym, czy – szerzej – będącym w ruchu; tej książki nie trzeba czytać jednym ciągiem, można przy niej przystanąć na chwilę – tyle, ile trzeba na otarcie potu z czoła albo rozprostowanie nóg – wchłaniając w siebie jedną z kilkuzdaniowych miniatur („Instrukcja”, „Kleopatry”, „Cecha pielgrzyma”), i można pozwolić sobie na dłuższy popas, zatrzymując się w rzeczywistości któregoś z dłuższych opowiadań.
A prócz tego niezmiennie urzeka mnie styl i język autorki, gdzie trzeba – prosty, zwięzły („Podoba mi się też, że nie widać tu żadnych gospodarzy, nie dobijają się tu rano żadne pokojówki, nikt się tu nie szwenda. Nie ma żadnej recepcji. Nawet kawę robię sobie sama, tak jak lubię”[3]; „Spotykali się codziennie po zajęciach, przestraszeni nieco wielkim miastem, zagubieni. Czasem przemycali się do swoich akademików, raz – teraz sobie przypomina – on nawet wchodził po rynnie na pierwsze piętro. Pamięta też numer pokoju: 321”[4]), a gdzie trzeba – wysmakowany, metaforyczny, poetycki („Czy nie lepiej byłoby spiąć umysł spinaczem, ściągnąć lejce i wyrażać się nie historiami, ale prostotą wykładu, gdzie w zdaniu po zdaniu klaruje się jedna myśl, a w następnych paragrafach fastryguje się ją z innymi”[5]; „(…) z wiekiem pamięć zaczyna powoli otwierać swoje holograficzne przepaście, jedne dni wyciągają jak po sznurku drugie, a te – kolejne godziny i minuty. Nieruchome obrazy ruszają, najpierw wolno, powtarzając raz po raz te same momenty; przypomina to wydobywanie z piasku prastarych szkieletów: najpierw widzi się pojedynczą kość, ale już miotełka odsłania inne, w końcu cała skomplikowana struktura zostaje wydobyta na jaw, stawy, połączenia, konstrukcja, na której wspiera się ciało czasu”[6]).
Czytelnika nieoswojonego z naukami biologicznymi (ale czy dziś, w epoce Internetu i multimediów, są jeszcze tacy?) szokować może dosłowność opisów w tekstach z wątkiem, nazwijmy to, anatomicznym, która jednak nigdzie nie przekracza granicy dobrego smaku. Jedyną w mojej opinii wadą książki jest brak spisu treści, powodujący, że aby odszukać wybrany tekst, trzeba za każdym razem przerzucić sporą liczbę kartek.
Ale poza tym – delicja!
_ _ _
[1] Olga Tokarczuk, „Bieguni”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 293-294.
[2] Tamże, s. 445.
[3] Tamże, s. 192.
[4] Tamże, s. 319.
[5] Tamże, s. 239.
[6] Tamże, s. 326.