Pachnidło wyd.2007, Patrick Suskind - Książka - Księgarnia Mareno.pl

Promocje  |  Nowości  |  Bestsellery  |  Zapowiedzi
Szukaj w sklepie:
Twój koszyk jest pusty

Patrick Suskind

Pachnidło wyd.2007


Autor: 
Patrick Suskind
Liczba stron: 
304
Rok wydania: 
2007
Wydawnictwo: 
Świat Książki
ISBN: 
978-83-247-0742-3
Okładka: 
twarda
Wymiary: 
16x24

 
cena  40.38 zł
Wysyłka 7 dni
Do Koszyka
lub zarejestruj się
żeby kupować 1 kliknięciem
 
Pachnidło - ( bibliofilskie wydanie, każda strona zdobiona kwiatowym ornamentem, ecru papier, specjalna wyklejka, elementy srebrzone na okładce, obwoluta) Jan Baptysta Grenuille, dziwaczny karzeł o niepospolitym zmyśle węchu, tworzy najdoskonalsze na świecie eliksiry do produkcji perfum. Owładnięty ideą fixe, by stworzyć wonność nad wonnościami z dziewiczego kobiecego ciała, postanawia znaleźć dziewczynę o idealnym zapachu, choćby nawet miał popełnić zbrodnię Sugestywna panorama XVIII-wiecznego Paryża, pełna niezwykłych zdarzeń i postaci. Światowy bestseller, w Polsce sprzedaż ponad 200 tys. Teraz specjalna edycja, na specjalnych papierze w pięknej okładce.
 
 
Szczególnie polecamy Aby dodawać recenzje proszę się zalogować.
Poleć znajomemu Przeczytaj noty wydawców

 
 
 
 

Szczególnie polecamy:
 

Zdjęcie produktu: Służące
Służące
miękka ze skrzydełkami
Stockett Kathryn

cena   35.99 zł

Wysyłka 48h
Zdjęcie produktu: Ołówek
Ołówek
oprawa broszurowa
Katarzyn Rosicka-Jaczyńska

cena   25.00 zł

Wysyłka 24h
Zdjęcie produktu: Duma i uprzedzenie
Duma i uprzedzenie
oprawa broszurowa
Jane Austen

cena   17.99 zł

Wysyłka 48h
 

Zdjęcie produktu: Ciotka Julia i skryba
Ciotka Julia i skryba
oprawa twarda
Mario Vargas Llosa

cena   31.00 zł

Wysyłka 24h
 

Klienci którzy kupili ten produkt kupili także:
 

Zdjęcie produktu: Julie i Julia
Julie i Julia
broszurowa
Julie Powell

cena   28.49 zł
Wysyłka 3-5 dni
Zdjęcie produktu: Miłość Na Zamówienie
Miłość Na Zamówienie
DVD
Tom Dey

cena   29.99 zł
Wysyłka 24h
Zdjęcie produktu: Polowanie na druhny
Polowanie na druhny
DVD
David Dobkin

cena   21.69 zł
Wysyłka 3-5 dni
Zdjęcie produktu: Akademia księżniczek
Akademia księżniczek
oprawa broszurowa
Shannon Hale

cena   22.49 zł
Wysyłka 7 dni
Zdjęcie produktu: Zgon Na Pogrzebie
Zgon Na Pogrzebie
DVD
Frank Oz

cena   23.21 zł
Wysyłka powyżej 7 dni
Zdjęcie produktu: Ja klara i zwierzaki
Ja klara i zwierzaki
twarda
Dimiter Inkiow, Justyna Mahboob

cena   31.49 zł
Wysyłka 3-5 dni
 
Polecamy również

Oskar i pani Róża
cena 
20.99 zł




Listy na wyczerpanym papierze
cena 
38.49 zł




Imperium
cena 
22.49 zł




Alchemik
cena 
37.99 zł




 
 
Noty wydawnicze:
 
W rzemiośle pisarskim Patrick Süskind nie musiał terminować. Mistrzem okazał się już w pierwszej powieści, która stała się światową sensacją: w „Pachnidle”.

Choć autor stosuje chwyty bardzo tradycyjne, książka pachnie nader oryginalnie i świeżo. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Czytelnik spragniony fabuły – efektowną, „mocną” akcję; miłośnik powieści – prozę więcej niż perfekcyjną; odbiorca skłonny do refleksji – głęboką przypowieść...

RFN-owski pisarz Patrcik Süskind (ur. 1949 r.) jest z wykształcenia historykiem. Zadebiutował sztuką „Kontrabasista” (grana m.in. przez krakowski Teatr Stary). „Pachnidło” od paru lat nie schodzi z list światowych bestsellerów i doczekało się już przekładu na dwadzieścia kilka języków. Głośne jest też opowiadanie Süskinda „Gołąb”.

[Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1990]
XVIII-wieczny Paryż, już wtedy będący światowym centrum mody i elegancji, jest terenem działania bohatera tej niezwykłej powieści – osobliwego karła, obdarzonego niepospolicie wrażliwym powonieniem. Żaden jednak z przysposabianych przezeń eliksirów do produkcji perfum, uznawanych powszechnie za niedoścignione w swej wyszukanej wytworności, nie satysfakcjonuje go w pełni. Jan Baptysta Grenouille marzy o wydestylowanej wonności nad wonnościami z dziewiczego ciała kobiecego.

Sensacyjna wręcz akcja "Pachnidła" – powieści, która osiągnęła ogromne nakłady w kilkudziesięciu krajach świata – rozgrywa się na tle sugestywnej panoramy obyczajowej ówczesnego Paryża; język i styl tej powieści pozwalają czytelnikowi nie tylko wczuć się w atmosferę ówczesnego życia, w jego barwy i smaki, a przede wszystkim wonie, lecz także dostrzec za bezpośrednio nakreślonym obrazem bogate zaplecze tradycji, sięgające antycznego mitu dionizyjskiego, odwołujące się do myśli Nietzscheańskiej, spowinowacone z wątkami symbolicznymi w pisarstwie Alberta Camusa, Eliasa Canettiego, Güntera Grassa.

[Libros, 2000]
XVIII-wieczny Paryż, światowe centrum mody i elegancji, jest miejscem, gdzie żyje bohater tej niezwykłej opowieści - osobliwy karzeł obdarzony niepospolicie wrażliwym zmysłem powonienia. Jan Baptysta Grenouille tworzy eliksiry do produkcji perfum, które są powszechnie uznawane za niedoścignione w swej wyszukanej wytworności. Jednak żadne go nie satysfakcjonują, geniusz zapachów marzy bowiem o wydestylowaniu wonności nad wonnościami z dziewiczego ciała kobiecego. Ta myśl każe mu szukać dziewczyny o idealnym zapachu.

Sensacyjna wręcz akcja "Pachnidła" rozgrywa się na tle sugestywnej panoramy obyczajowej Paryża, pozwalającej wczuć się w atmosferę ówczesnego życia, w jego barwy, smaki i niezwykłe zapachy.

[Świat Książki, 2005]
Süskind umieścił akcję powieści w XVIII stuleciu we Francji, a swego bohatera określił jako genialną i najbardziej odrażającą postać epoki. Człowiek ten obdarzony był darem niezwykłego węchu. Jego życie stało się wieczną pogonią za absolutnym zapachem, za doskonałością, co doprowadziło go do szalonych czynów.

Autor został wyróżniony w Paryżu nagrodą Gutenberga za najlepszą powieść zagraniczną.

[Zysk i S-ka 1998]
 
 
Recenzje:
 

dodał: jolietjakeblues
2008-11-09 00:00
Jak mityczny stwór. Jak emanacja zła. Jak jedno z najgorszych nieszczęść, które nie uchyla wieka puszki Pandory, a otwiera je z trzaskiem, żeby wydobyć się na zewnątrz. Jak zły sen osiemnastowiecznej Francji. Jak złośliwe i szkaradne odbicie w krzywym zwierciadle bogini z „Narodzin Wenus” Botticellego. Ale to nie piękna kobieta wyłaniająca się z piany pachnącej różanie i solą morską. Nad tymi prawie mitycznymi narodzinami nie krążą roześmiane aniołki. A skóra nowo narodzonego to nie aksamitna delikatność. Ta wyłaniająca się z niebytu postać jest od początku taka jak otoczenie, które ją wydało i przyjęło. Czy to wpłynęło w decydujący sposób na życie, postawę, stosunek do świata owego stwora? Czy może już w zamyśle Wszechświata zapisane zostało, że na przekór ludzkim niedoskonałościom pojawi się człowiek, który został powołany przez Naturę do przeprowadzenia doskonałego eksperymentu i uzbrojony w narzędzie doskonałe. A podporządkowane zostało temu wszystko. I jego umysł, i jego fizyczna postać, i nieludzki, nadzwyczajny zmysł! Ale, ale… Doskonałość zła? Przecież z samego założenia Bóg, Natura, Wszechświat nie tworzy morderczej człowieczej maszyny! Przecież dzieło, które stoi przed tym potwornym herosem, to nie zagłada świata, a wynalezienie czegoś najcudowniejszego. Tak jakby mityczni bogowie sprowadzili na ziemię swego na poły ludzkiego bohatera dla uradowania ludzi. Jakby wróżka swą czarodziejską różdżką dotknęła główki dziecka i w ten sposób uwarunkowała je do odszukania kwiatu paproci! A jednak nie. Jednak to nie tęcza zwiastowała narodziny, żadna gwiazda nagle nie zaświeciła, nie zaświergotały ptaki. Nie skłoniły głów zwierzęta. Nikt nie oddał hołdu. Straszne macki wyłoniły się „w najsmrodliwszym zakątku całego królestwa (…). Upał przygniatał cmentarz ołowianą czapą i tłoczył w sąsiednie uliczki powietrze ciężkie od odoru zgniłych melonów przemieszanego ze swądem palonego rogu. (…) Ryby, rzekomo tegoż ranka świeżo złowione w Sekwanie, cuchnęły już tak strasznie, że ich smród głuszył smród trupów. (…) matka (…) przykucnęła za blatem do oprawiania ryb i tam, podobnie jak cztery razy przedtem, urodziła i nożem od ryb odcięła pępowinę”[1]. Tak pojawia się na świecie Jan Baptysta Grenouille. Namaszczony genialnością przez bogów człowiek. Mityczna prawie postać. Potwór, którego „geniusz (…) i jedyna ambicja ograniczały się do dziedziny, która w historii nie pozostawia śladów: do ulotnego królestwa zapachów”[2].

Piszę, że obdarzony doskonałością, bo Grenouille jest postacią z wyglądu fizycznego obrzydliwą. Tak jakby miało go to odpowiednio umiejscowić, usytuować w konkretnym społecznym czy towarzyskim kręgu, pozwalając, albo wręcz każąc nie zajmować się niczym innym, jak tylko dojściem do celu, do którego został stworzony. Bez towarzyszy dziecięcych zabaw, bez młodzieńczych uniesień, bez przyjaźni zawodowych. Tylko jeden cel. Tylko jeden doskonały zmysł. Nic więcej tutaj się nie liczy. Autor podkreśla to w tekście wielokrotnie. Najpierw opisując Grenouille’a jako dziecko, potem jako młodzieńca, który jest sam z siebie niepozorny, niewidoczny, prawie nieistniejący. Stojący z boku, w cieniu, cierpliwie czekający na swoją kolej, nieprzegapiający okazji, która zaprowadzi go na kolejne stopnie długich schodów, na których końcu nastąpi ukoronowanie dążeń! Ale opisując bohatera, porównując go do kleszcza (akcentując jego nadzwyczajne zdolności do przeżycia w najgorszych warunkach) czy tłustego pająka (epitet uzasadniający budzony u innych wstręt), pisząc, że Grenouille to pokurcz, gnom i nie mówi, a syczy jak wąż - opisuje od samego początku jego nadludzkie predyspozycje, robiąc to najpierw bardzo tajemniczo, zwodząc czytelnika, stosując pewną dozę niedowierzania, pozostawiając czytelnika w niepewności, trochę bałamucąc. Ale oddajmy głos osobie duchownej, wrażliwej na ludzkie nieszczęście, opiekującej się dziećmi z przytułków: „Terrier wąchał przeto, oczekując, że zapachnie mu skórą, włosami i trochę dziecinnym potem. Ale nie zapachniało mu niczym. Zupełnie niczym, mimo wszelkich usiłowań. Prawdopodobnie niemowlęta nie pachną, pomyślał, tak to musi być. (…) Wcale nie powinien pachnieć! (…) Wtem dziecko zbudziło się. Najpierw zbudził się nos. (…) Podczas gdy mętne oczka dziecka zezowały w nieokreślony punkt, nos zdawał się kierować ku jakiemuś celowi i Terrier miał zdumiewające uczucie, że celem tym jest on, jego własna osoba. (…) Bezwonne dziecko obwąchiwało go bezwstydnie, ot co! Zwęszyło go!”[3]. I taki Grenouille będzie przez całe życie. Nieuchwytny zapachowo dla nikogo. Przez to prawie niewidzialny. Ukryty za kotarą bezwonności jak pod czapką niewidką, jak okryty płaszczem elfów… Za to sam mogący odkryć wszystko i wszystkich na ogromne odległości, skierować się w dowolnym kierunku bez popełnienia najmniejszego błędu. Z zamkniętymi oczami, nie słysząc odgłosów. Kierując się tylko nosem. Tylko węchem. Genialnym węchem.

Z czym kojarzy się Francja od wieków? Między innymi oczywiście z zapachami. Zatem trzeba oddać autorowi, znowu używając tego słowa, że stworzył powieść genialną. Czytelnikom, którzy nie są mocni w historii, których nie interesuje przeszłość, Francja osiemnastowieczna kojarzy się, oprócz, rzecz jasna, Rewolucji, z jednej strony z brudem, cuchnącymi rynsztokami, błotem, pomyjami wylewanymi przez okna, a z drugiej strony z wyperfumowaną klasą najwyższą. A więc zapachy! Tak. I te najcudowniejsze, i te najobrzydliwsze. I właśnie tutaj Süskind umiejscawia swoją powieść, historię pewnego mordercy. Zatem genialne czy przewrotne, że wśród tych woni pojawia się okrutny i fenomenalny zarazem mesjasz, mający za nakazem Opatrzności wydestylować najcudowniejsze perfumy Paryża, Francji, Europy, świata! I to robi! Na przekór okrutnym chorobom, losowi sieroty, odrzucanej przez wszystkich wychowawców pokraki trzyma się przy życiu, kierując się jedynie zaprogramowaną w duszy bądź umyśle ambicją.

Jak hermetycy poszukiwali receptury na wytworzenie złota, tak nasz bohater podporządkowuje swoje całe życie, całą energię, którą dał mu Bóg, na znalezienie receptury doskonałego pachnidła, najszlachetniejszych z perfum! Gdzie zatem morderstwa, dlaczego taki sensacyjny podtytuł? Trochę kpina autora z czytelników? I tak, i nie. Bo wątek sensacyjny jest bardzo mocno umiejscowiony w tej niezbyt obszernej książce. Jednak traktując powieść tylko i wyłącznie kryminalnie nie dostrzeżemy w niej wielu innych wątków. Bo to nie tylko, jak w klasycznym kryminale, postać mordercy, powody, morderstwa, pościg, ale i mnóstwo informacji o przedrewolucyjnej Francji, z ulicami Paryża, obrazem handlarzy, kupców, rzemieślników, stosunków społecznych. To także warsztat perfumeryjny ze wszystkimi szczegółami, porównywany przez to do jakiegoś, a właśnie!, laboratorium poszukiwaczy kamienia filozoficznego. Również książka wykraczająca poza ramy powieści sensacyjnej i społecznej, bo niebezpiecznie zbaczająca w kierunku baśni, gdy nagle czytelnika, który ma przed oczami miasto i wątek kryminalny, przenosi w jakieś mistyczno-baśniowe literackie krajobrazy, gdzie Jan Baptysta przechodzi metamorfozę z praktykanta-perfumiarza w mistyka-pustelnika. Czemu Süskind daje tutaj upust? Co chce nam opowiedzieć, gdy zamyka swojego bohatera w pustelni, każąc mu zlizywać wodę z wilgotnych kamieni, jadać węże i jaszczurki, zamieniając jego poznaczoną bliznami dziecięcych chorób skórę w jeszcze szkaradniejszą, porównywalną w kolorze do bieli robaka? Dlaczego nie zostawia go w warsztacie, gdzie mógłby swoje olfaktoryczne zdolności doprowadzić do technicznych wyżyn? Ale nie, woli przepoczwarzyć Grenouille’a jeszcze bardziej. Kolejny zakręt, z którego ten wychodzi jak doskonały… właśnie, kto? Morderca, mesjasz własnych ambicji, perfumiarz? Czy w tej jaskini spływa na niego jakaś łaska? Stamtąd, gdzie zapadł w swoisty trans, sen, marzenie o bezzapachowości świata i własnym królestwie zapachów, popijanych z butelek jak najdoskonalsze wino; gdzie zarazem jest i mistrzem-wykonawcą, i użytkownikiem tych najwspanialszych na świecie produktów, wychodzi, wypełza na światło dziennie: „Wyglądał okropnie. Włosy sięgały mu do kolan, rzadka broda do pępka: Paznokcie miał jak szpony ptaka, a na ramionach i nogach, tam gdzie spod łachmanów wystawało ciało, skóra łuszczyła mu się płatami”[4]. Wypełza, żeby ostatecznie zmienić świat i siebie. Żeby dokonać tego, do czego został stworzony. Zrobić to i odejść. W poczuciu spełnienia obowiązku narzuconego przez Naturę. Tak, jego nie interesuje nic. Nie nęcą go pieniądze, kosztowności, zaszczyty, własny warsztat perfumeryjny. Świat doczesny go nie interesuje. Ludzie go nie interesują. Wszystko to, co go otacza, co przypadkiem jest w jego zasięgu, jest albo pomocne i wykorzystywane przez niego, albo odrzucane jako kompletnie bezwartościowe. I jak nie porównać Jana Baptysty do mesjasza, szaleńca? Ale mordercy?

Niestety. Z tak, mogłoby się wydawać, pięknie ułożonego ludzkiego szaleństwa wychodzi to, co najgorsze. Ach! Taki piękny dar! Sława, pieniądze! Nikt by nie zauważał szkaradzieństw fizycznych! Można by mieć przecież wszystko, czego dusza zwrócona ku dobrom materialnym zapragnie! A czy najdoskonalsze perfumy to dobro materialne? Czy jest porównywalne do złota, jeśli nie ma przynosić zysku? Czy raczej trzeba je porównać do wielkiej sztuki? Do sztuki, która powstaje dzięki szaleństwom, wewnętrznemu ogniowi, brakowi logiki i brakowi uczuć społecznych? Czyż zatem morderstwo jest jakoś wytłumaczalne? Ale które morderstwo? To, które jest tylko środkiem prowadzącym do celu? Czy może to z miłości wywołanej zapachami: „Runęli ku aniołowi (…). Byli niezwykle dumni. Po raz pierwszy zrobili coś z miłości”[5].



---
[1] Patrick Süskind, "Pachnidło. Historia pewnego mordercy”, tłum. Małgorzata Łukasiewicz, wyd. Świat Książki, 2006, str. 6-7.
[2] Tamże, str. 5.
[3] Tamże, str. 18-19.
[4] Tamże, str. 140.
[5] Tamże, str. 252-253.


dodał: dansemacabre
2007-03-04 00:00
Powieść Süskinda podczas lektury wywoływała we mnie różne uczucia. Pierwsza część była urzekającą opowieścią napisaną językiem pełnym delikatności, subtelności, wrażliwości. Potem z językiem powieści właściwie nic się nie zmieniało - zmieniała się fabuła i sposób portretowania postaci. Początkowa czułość i humanitarna głębia przedstawiania głównego bohatera zamieniła się w pozornie obojętny chłód, naturalizm i wówczas pojawił się dystans - zarówno wobec Grenouille'a, jak i wobec świata, w jakim dane jest mu przebywać. Potem nie byłem już w stanie odnaleźć tak osobistego porozumienia z książką i tak emocjonalnego odbioru opowieści.

A o czym jest opowieść? Powiadają, że o zapachach lub że o seryjnym mordercy. Dla mnie jest to jednak opowieść o przejmującej pustce i braku uczuć.

Akcja rozgrywa się w XVIII wieku. Jan Baptysta Grenouille, niezwykły człowiek pozbawiony od chwili narodzin swego własnego zapachu, z czasem oczarowany zmysłowymi woniami, jakie jego nos wychwytuje czulej niż czyjkolwiek inny, postanawia stworzyć niezwykłe pachnidło. Do jego stworzenia potrzebne będą wonie pięknych dziewcząt, które Grenouille w dość pretensjonalny sposób zacznie mordować.

Bohater od momentu pojawienia się nie jest dla innych ludzi zauważalny, nikt nie traktuje go podmiotowo, nikt nie uczy człowieczeństwa, nie pokazuje głębi uczuć, nie nazywa ich. Grenouille od urodzenia będzie odpychany, poniżany, wykorzystywany. Nikt nigdy nie ujrzy w nim człowieka i nikomu on sam z człowieczeństwem nigdy się nie skojarzy. Tworzenie niezwykłej woni stanie się jego życiowym celem, ale jego osiągnięcie - całkowitą porażką.

„Pachnidło” jest niewątpliwie wysokiej klasy literackiej psychologicznym studium samotności i alienacji. Żaden z dokładnie opisanych zapachów nie oddziałał na mnie tak silnie, jak każda, najdrobniejsza nawet i zawsze gorzka, kaleka relacja bohatera z jakimkolwiek innym człowiekiem.

Nie wiem, czy można napisać dobrą książkę o zapachach. Wiem, że pisząc o nich można stworzyć przejmującą egzystencjalną historię pełną bólu, niepokoju i żalu. Bo to nie zapachowa esencja „Pachnidła” urzeka. Czyni to bezwonna, naturalistyczna i smutna opowieść o wyobcowaniu tak potężnym, że nie można go wprost opisać słowami. Tak samo, jak nie da się dokładnie oddać słowem zapachu ani opisać, jak bardzo od pierwszej do ostatniej strony „Pachnidła” cierpi Grenouille.


dodał: Emeczka
2006-07-25 00:00
Po co w ogóle piszę tę recenzję? Zwłaszcza że już wielu z was wypowiedziało się na temat "Pachnidła" i zapewne niczego nowego i odkrywczego tu nie zamieszczę. A jednak coś ciągnie do tej powieści. Do tego stopnia, że jeśli już się ją przeczytało, to trzeba coś o niej napisać, jakoś się do niej ustosunkować. A muszę przyznać, że wcale nie jest to łatwe.

To najcudowniejsza powieść, jaką przeczytałam. No, może poza "Mistrzem i Małgorzatą" Bułhakowa. A jednak słowo "najcudowniejsza" do powieści Süskinda pasuje jak kwiatek do kożucha czy wół do karety. Uznając ją za "najcudowniejszą", tym samym zachwycam się wszystkim, co opisał autor, każdym okrucieństwem, jakiego dokonał Jan Baptysta Grenouille. A to przecież nie tak. Mój zachwyt nie bardzo przystaje do treści powieści. Więc czym się zachwycam?

"Pachnidło" to wspaniale narysowana postać genialnego szaleńca. Człowieka, który swoje szaleństwo "zawdzięcza" okrutnej zachciance Matki Natury czy innej Sile Sprawczej naszego świata. "Ot, stworzymy sobie istotę bez zapachu! Ciekawe, jak też poradzi sobie w życiu?". I zdaje się, że owa "istota" radzi sobie, jak umie. A że każdy człowiek to "zwierzę stadne" - potrzebuje choćby minimalnej akceptacji środowiska, w którym żyje. Jeśli w jakiś sposób od niego odstaje, akceptacji - nie mówiąc o miłości - nie uświadczy. Zatem ogromna potrzeba bycia akceptowanym, kochanym, staje się przyczyną powstania genialnego planu pozyskania miłości społeczeństwa. I przyczyną okrucieństwa, z jakim ów plan Grenouille wcielił w życie.

Jak każdy genialny szaleniec, Jan Baptysta Grenouille to człowiek obdarzony ogromną inteligencją i jeszcze większym sprytem i wytrwałością w dążeniu do celu. Nic, czego doświadczył w swoim życiu, nie było w stanie "wyleczyć" go z jego obsesji. Wręcz przeciwnie: trudne dzieciństwo, ciężka praca w warsztacie garbarskim, początki w zawodzie perfumiarza, wszystko to przybliża go do realizacji planu. Grenouille jest jak mróweczka. Niby niepozorna, malutka, ledwo zauważalna, a kroczek po kroczku przybliża się do celu, który, prędzej czy później, osiągnie. Cała groza tkwi właśnie w tym wyrażeniu: "osiągnie". Grenouille nie robi niczego pochopnie. Jego działanie obliczone jest na sukces. Nawet jeśli wydaje się nam, że poniósł klęskę, że dobro zwyciężyło, że ma nad nim przewagę, to nic bardziej mylnego... On chce, żebyśmy tak myśleli. Usypia naszą czujność tak, jak usypia czujność swych ofiar. I najgorsze jest to, że w trakcie czytania coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że nic go nie zatrzyma. Nikt nie pokona. Ale czy na pewno?

Patrick Süskind stworzył powieść, którą czyta się od pierwszej do ostatniej strony w stałym napięciu, w coraz większym zdziwieniu i... podziwie dla sprytu i wytrwałości głównego bohatera. Nie ma w tej książce miejsc niepotrzebnych, miejsc, które można ominąć. Postać tego maleńkiego człowieczka absorbuje nas sobą do tego stopnia, że nie sposób oderwać się od książki nawet na moment. Jak zahipnotyzowani śledzimy dalsze jego losy, kolejne jego wcielenia, które nieuchronnie zbliżają nas ku zakończeniu, jakie chyba nawet się nam nie śniło.


dodał: mszulc
2005-09-11 00:00
Na początku przyznaję, że „Pachnidło” Patricka Süskinda jest rzeczywiście bardzo dobrym czytadłem. I to, żeby wszyscy mnie dobrze zrozumieli, czytadłem nie w rozumieniu kiepskiego romansidła typu harlekin, lecz czytadłem w sensie pozytywnym, książką, którą od początku do końca czyta się z przyjemnością, która jednocześnie jest napisana dobrym, literackim językiem zdradzającym talent autora. Lecz, w odróżnieniu od autorów większości powstałych do tej pory recenzji i opinii na temat tej książki, „Pachnidło” nie przykuło mnie do swych stronic ani sugestywną panoramą obyczajową życia w XVIII-wiecznym Paryżu, ani też swą, przez wielu określaną jako sensacyjną, akcją. Tym, co mnie przyciągało i budziło we mnie chęć do dalszego zagłębiania się w lekturę „Pachnidła”, była postać głównego bohatera.

Jan Baptysta Grenouille od pierwszych stron książki stał się dla mnie, i w dalszym ciągu stanowi dla mnie wielką zagadkę.

Już na samym początku autor sugeruje potencjalnemu czytelnikowi w sposób jednoznaczny, iż jego bohater zalicza się do tzw. czarnych charakterów, pisząc o nim: „W osiemnastym stuleciu żył we Francji człowiek, którego spośród jakże licznych w tej epoce genialnych i odrażających postaci zaliczyć wypada do najbardziej genialnych i najbardziej odrażających”*, a w dalszej treści książki, aby jeszcze bardziej zaznaczyć czarną naturę Grenouille’a, przypisuje jego osobie takie określenia, jak niegodziwiec, kleszcz, potwór. W ten sposób Süskind stawia jakby kropkę nad i, by ostatecznie zasugerować czytelnikowi, że ten nie ma czuć nic pozytywnego w stosunku do postaci Grenouille’a, wręcz przeciwne, czytelnik powinien uświadomić sobie, że ma do czynienia najprawdziwszym ucieleśnieniem zła, wobec którego wszelkie przejawy pozytywnych reakcji nie są na miejscu.

Pomimo tego, a może nawet na przekór temu, mój osąd Grenouille’a nie jest tak jednoznaczny, jak by tego życzył sobie autor.

Grenouille, z jednej strony odrażający, a w kulminacyjnym momencie akcji wręcz przerażający, z drugiej strony jest intrygujący i pociągający. Według mnie Grenouille jest jak jego pachnidło, a w pachnidle tym można „wyczuć” dwa dominujące pierwiastki. Spod ciężkiej warstwy odurzających okropności, wynikających z metody zdobywania odpowiednich składników tego właśnie pachnidła, wynurza się nikła, ale jakże też intensywna woń subtelnej niewinności.

Takie również są moje odczucia w stosunku do Grenouille’a.

Gdy Grenouille zaczynał mnie już przerażać i czułam pierwsze oznaki obrzydzenia jego postacią, w tym samym czasie zastanawiałam się, czy jedyną rzeczą, jakiej pragnie, i dla której Grenouille jest skłonny do popełnienia najobrzydliwszych zbrodni, nie jest przypadkiem zwykła akceptacja.

Jan Baptysta Grenouille, pomimo tego, co o nim sądzili inni, był człowiekiem, a każdy człowiek, każdy z nas pragnie i potrzebuje akceptacji. I on stworzył swoje pachnidło, by przez nie ludzie go zaakceptowali.

I stało się tak, jak chciał. Został zaakceptowany przez ludzi w jak najbardziej nieludzkim i zwierzęcym odruchu. Paradoks, jeszcze jeden, bo pierwszym było obdarzenie przez autora głównego bohatera niepospolicie wrażliwym zmysłem powonienia w XVIII-wiecznym Paryżu, światowym centrum mody, elegancji i… smrodu.


---
* Patrick Süskind: „Pachnidło”, tłum. Małgorzata Łukaszewicz, Świat Książki 2005, str.5


dodał: adas
2004-06-26 00:00
Wybaczcie, ale moja opinia bardziej niż na samej powieści będzie opierać się na opublikowanych już recenzjach. "Pachnidło" praktycznie zostało "zbadane" w każdy możliwy sposób, ale chciałbym odnieść się do niektórych refleksji swych poprzedników.

Zastrzegam, dla mnie "Pachnidło" jest czytadłem - ambitnym, z najwyższej półki, ale jednak czytadłem. Książka jest świetnie napisana, równie dobrze się ją czyta, czegoś jej jednak brakuje. Może przydałoby się więcej brawury? Albo decyzja, jaką ostatecznie formę nadać utworowi? A tak "Pachnidło" nie jest ani pastiszem, ani powieścią realistyczną, ani kroniką, ani traktatem o istocie filozofii i/lub nauki. Tkwi zawieszone między różnymi gatunkami, mnie taka konwencja niekiedy przeszkadza.

Całkowitą nowością jest percepcja rzeczywistości poprzez zapach. Pomysł zaskakujący, ale, niestety, niewykorzystany do końca - teoretycznie pozwala na znacznie pełniejsze przedstawienie tragedii genialnego potwora. Naprawdę żałuję, że Süskind nie przedstawił pełniejszego portretu Jeana-Baptysty, skupiając swą uwagę na ironiczym opisie siedemnastowiecznej Francji. Jednak zarzuty, że Süskind jest zbyt drobiazgowy i wręcz nużący w opisach zapachów uważam za chybione. Po pierwsze, zapach jest czymś niedotykalnym, ulotnym, nie sposób go w pełni odtworzyć. Po drugie, konieczność literackiego przedstawienia abstrakcyjnych odczuć węchowych daje autorowi pretekst do odmalowania ponurej, miejscami naturalistycznej panoramy Paryża.

No i nie śpieszyłbym się z tezą o "krytyce oświecenia". Süskind jedynie przyjmuje perspektywę ówczesnej francuskiej biedoty, przypomina, że obok wielkich myślicieli w tej epoce żyły, niewiele różniąc się od zwierząt - nie ze swej winy - miliony ludzi. I że tłumy te, w równym stopniu co oświeceniowi reformatorzy, przyczyniły się do wybuchu Rewolucji. Trzeba pamiętać, że autor jest pisarzem niemieckim. A niemieckie spojrzenie na Wielką Rewolucję Francuską czy choćby Napoleona różni się całkowicie od francuskiego czy polskiego...

Opisy technik perfumiarskich są najwyższej klasy, człowiek aż się boi zastanawiać, z czego zrobione jest jego mydło, a gromadzenie danych pewnie wymagało żmudnych poszukiwań po różnych archiwach i bibliotekach.

............
"Krytykować to znaczy przekonać autora, że nie robi tego tak, jakbym to robił ja, gdybym to umiał"

(Karel Čapek "Krytyk")

 
 
 


Dla klientów Moje konto Warunki zakupów Warto odwiedzić O firmie
rss