Marcin Świetlicki
Trzynaście
Autor: Marcin Świetlicki
Liczba stron: 230
Nr wydania: 1
Rok wydania: 2007
Wydawnictwo: Emg
ISBN: 978-83-922980-4-5
Nazwa serii wydawniczej: Polska Kolekcja Kryminalna
Okładka: broszurowa
Wymiary: 14.5x21
Trzynaście to mroczna historia zbrodni i poruszająca opowieść o miłości.To trzynaście majowych dni roku 2006. Zaprzysiężenie nowego rządu, przyjazd rosyjskiej gwiazdy internetowej erotyki, zbliżająca się wizyta Benedykta XVI, śmierć pewnej kobiety... Wciągnięty w podłą intrygę, mistrz musi uciekać ze swojego ukochanego miasta. Za to kim jest, spotyka go kara nieludzka: musi uciekać do Warszawy. Trzynaście majowych dni 2006 roku. Trzynaście dni, po których nic już nie będzie takie, jak kiedyś...
Poleć znajomemu:
Polecamy również
cena
44.99 zł
Noty wydawnicze:
"Trzynaście" Marcina Świetlickiego to kontynuacja bestsellerowej, kultowej i magicznej powieści "Dwanaście" (EMG, 2006). Główny bohater nowego thrillera Świetlickiego, dawny gwiazdor kina dziecięcego, człowiek, którego nazywają mistrzem, na szczęście nie jest już samotny. Suka wróciła.
"Trzynaście" to mroczna historia zbrodni i poruszająca opowieść o miłości. To trzynaście majowych dni roku 2006. Zaprzysiężenie nowego rządu, przyjazd rosyjskiej gwiazdy internetowej erotyki, zbliżająca się wizyta Benedykta XVI, śmierć pewnej kobiety…
Wciągnięty w podłą intrygę, mistrz musi uciekać ze swojego ukochanego miasta. Za to kim jest, spotyka go kara nieludzka: musi uciekać do Warszawy. Trzynaście majowych dni 2006 roku. Trzynaście dni, po których nic już nie będzie takie, jak kiedyś…
[Wydawnictwo EMG, 2007]
Recenzje:
dodał: jazzkam
2007-05-30 00:00
Świetlicki-prozaik powraca w kolejnej odsłonie. „Trzynaście” to książka wydana rok po swojej poprzedniczce, „Dwanaście”, i chyba trudno byłoby ją recenzować bez odniesienia do poprzedniej pozycji – jest jej kontynuacją. Warto też wspomnieć, że jest ona elementem serii, a dokładniej - piątą częścią Polskiej Kolekcji Kryminalnej (w skład której prócz „Dwunastu” wchodzi m.in. „Kogo nie znam” Macieja Malickiego, chwilami dosłownie korespondująca z „Trzynastoma”). Główny bohater, mistrz, który jest „mistrzem przez małe m, co dobrze obrazuje stan tego mistrzostwa”*, poprzednim razem wcielił się w rolę detektywa z przypadku. Teraz również rozpoczyna od takiej deklaracji, ale szybko okazuje się, że nie uda mu się nikogo zdemaskować (w tym celu musiałby wytrzeźwieć, a to niemożliwe), za to jemu samemu przyjdzie być uciekinierem z przypadku. Podczas ucieczki (jak przystało na tego bohatera, ucieka w perfekcyjny sposób, nie wiedząc nawet, że jest ścigany) trafia w pewnym momencie aż do Warszawy. To miejsce to nie tylko szok dla czytelników, którzy utożsamiają go z radykalnym „krakusizmem”, ale i dla samego bohatera, który przeżywa rozterki wewnętrzne związane z brakiem własnego miejsca. Jest też miejsce na rozbudowanie wątku miłosnego – główny bohater (mimo że tradycyjnie „spuchł, utył i posiwiał”*) wchodzi w bliższe relacje z czterema kobietami, z których wszystkie odgrywają istotną rolę w całej intrydze. Hohoho! - jak by zakrzyknął sam mistrz. Sama intryga, jaką częstuje nas Świetlicki, jest o niebo lepsza i bardziej zawikłana niż ta z pierwszej książki, choć wciąż nie szokuje. Ale nie o to przecież chodzi – zaskakujące i świetnie pomyślane zwroty fabuły odnajdziemy w prozie typowo kryminalnej.
Więc co jest główną zaletą obu książek znanego poety? Oczywiście forma i język. To igranie z konwencją, która z początku wydawała się skrzywieniem idei kryminału, wręcz stworzeniem pastiszu. Teraz jest już pewne – autor sprawnie stwarza własny gatunek. Gdyby zabawić się w czytanie książki Świetlickiego bez znajomości tytułu i autora i ze zmienionymi imionami postaci, bez problemu udałoby się zidentyfikować tę pozycję. Dużo dobrego dla narracji robi warsztat językowy – lata mozolnego dłubania w poezji sprawiają, że „Trzynaście” (tak jak ich poprzedniczkę) czyta się lekko i bez wysiłku, a często z uśmiechem. Niedopowiedziane zdania i minimetafory nie tworzą prozy poetyckiej, ale prozę na wysokim poziomie. Język to sprawa nie do przecenienia, bo dzięki niemu otrzymujemy napięcie i uczucie swoistego zaniepokojenia i skonfundowania, które mijają wraz z końcem książki, kiedy wszystko się wyjaśnia. Tu ważna uwaga – choć wspomniałem, że fabuła nie błyszczy geniuszem typowo kryminalnym (jak co lepsze książki Christie), to Świetlicki nadrobił to tym, w czym jest najlepszy – formą.
Na pozór – nic się nie zmienia. Forma i konwencja literacka są podobne, język rozpoznawalny, perypetie i cała treść dosyć zbliżone. Nie jest więc to książka szokująca, ale przecież nie musi być, jeśli szukamy kontynuacji ulubionego przez nas tytułu. Z ciekawostek (dla tych, którzy znają „Dwanaście”) zdradzę jeszcze, że mistrz staje się krezusem finansowym, dowiadujemy się, gdzie i z kim była Suka oraz jakie były kulisy darmowych alkoholi mistrza w lokalu Mango Głowackiego. Brzmi kusząco? A to nie wszystkie interesujące nawiązania do poprzedniej książki. Podczas trzynastu majowych dni składających się na fabułę dzieje się sporo, a wspomniana narracja (często pourywana, enigmatyczna) nie pozwala do końca zorientować się, „co, kto, gdzie, z kim i jak”. W skali mikro Świetlicki wciąż raczy nas tropami z historii najnowszej (przyjazd papieża, rządy Kaczyńskich), co nie przeszkadza, a umiejscawia całą akcję w konkretnym czasie i miejscu. Jest to więc „kryminał 2006”, tak jak „Dwanaście” było „kryminałem 2005”. O ile niektóre ironiczne komentarze przemycane na kartkach „Trzynastu” mogą drażnić, to bardzo sprawnie udało się autorowi przemycić ironię uderzającą w świat poezji (opis wieczorku pewnej dziennikarki) i kilka innych.
Trudno polecać te książkę komuś, kto nie czytał „Dwunastu”. Takie przeczytanie bez znajomości poprzedniczki byłoby ciekawym doświadczeniem, szczególnie że opowieści nie zazębiają się w sposób uniemożliwiający pełne zrozumienie fabuły. Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić, że czytelnicy i fani poprzedniej pozycji prozatorskiej w dorobku Świetlickiego nie będą zawiedzeni, mimo że zmiany (które są potrzebne, by nie zjadać własnego ogona) są raczej kosmetyczne. Lubimy to, co znamy – jeśli to porzekadło ma rację bytu (a dotychczasowe oceny na Biblionetce każą sądzić, że ma), to kolejną swoją książką autor zdobędzie uznanie wielu czytelników. Pozostaje nadzieja, że ta proza będzie w jakimś sensie ewolucyjna. Są na to szanse: wstawki muzyczne, kursywa odzwierciedlająca myśli bohatera, zaburzanie toku narracji i inne sztuczki związane z rzemiosłem - to wszystko sprawia, że czytelnikowi zdaje się, że Świetlickiemu o coś konkretnego chodzi. Być może wkrótce dowiemy się, o co.
---
* Marcin Świetlicki, „Dwanaście”, wyd. EMG, 2007.