Eco Umberto
Wyspa dnia poprzedniego
Autor: Eco Umberto
Liczba stron: 456
Nr wydania: 2
Rok wydania: 2007
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
ISBN: 978-83-7392-228-0
Okładka: twarda z obwolutą
Wymiary: 15.5x24
Nowe wydanie. W "Wyspie Dnia Poprzedniego" Umberto Eco w typowy dlań sposób łączy przygodową fabułę z dyskursem filozoficznym, nawiązując w treści i formie do takich arcydzieł jak "Podróże Guliwera" czy "Kandyd". Szlachcic z Piemontu, Robert de la Grive, uratowany z katastrofy morskiej, dostaje się na opuszczony statek "Daphne", zakotwiczony w pobliżu nieznanej Wyspy. Na pokładzie i w licznych pomieszczeniach znajduje wiele tajemniczych przyrządów oraz ptaków i roślin. Z czasem się dowiadujemy, że Robert trafił na morze jako tajny wysłannik Mazarina i Colberta, usiłujących odkryć sekret obliczania długości geograficznej.
Poleć znajomemu:
Szczególnie polecamy:
Jeden dzieńmiękka
David Nicholls
cena
35.99 zł
Wysyłka 3-5 dni
Dom Duchówtwarda
Isabel Allende
cena
35.99 zł
Wysyłka 48h
Polecamy również
cena
28.49 zł
cena
8.99 zł
cena
29.99 zł
Noty wydawnicze:
W "Wyspie dnia poprzedniego" Umberto Eco w typowy dlań sposób łączy przygodową fabułę z dyskursem filozoficznym, nawiązując w treści i formie do takich arcydzieł, jak "Podróże Guliwera" czy "Kandyd".
Szlachcic z Piemontu, Robert de la Grive, uratowany z katastrofy morskiej, dostaje się na opuszczony statek "Daphne", zakotwiczony w pobliżu nieznanej Wyspy. Na pokładzie i w licznych pomieszczeniach znajduje wiele tajemniczych przyrządów oraz ptaków i roślin. Z czasem się dowiadujemy, że Robert trafił na morze jako tajny wysłannik Mazarina i Colberta, usiłujących odkryć sekret obliczania długości geograficznej.
Dziwnym zrządzeniem losu naszemu bohaterowi również na pokładzie "Daphne" przyjdzie się zajmować tą kwestią. Prawdopodobnie statek stoi w pobliżu sto osiemdziesiątego południka, zatem na leżącej po jego drugiej stronie Wyspie - wedle obliczeń XVII-wiecznych geografów - powinien być jeszcze dzień poprzedni. Nękany wspomnieniami utraconej miłości i wizją nikczemnego brata-sobowtóra, Robert coraz zapamiętalej pragnie dostać się na Wyspę, gdzie można ponoć ujrzeć Gołębicę Koloru Pomarańczy.
W XVII stuleciu problem obliczania długości geograficzne spędzał sen z powiek możnym tego świata. Zamorskie wyprawy dawały wówczas możliwość znacznego powiększenia stanu posiadania, zapewniały nowe źródła bogactw i dobrobytu. Jednak by zawładnąć oceanami, należało poznać wszystkie tajniki nawigacji. Już samo wyznaczenie południka zerowego było kwestią sporną, gdyż południki, jako linie hipotetyczne, mają tę samą długość i żaden z nich nie został wyróżniony, jak równik wśród równoleżników, w sposób naturalny. Kolejnym problemem był pomiar czasu na morzu. Zegar wahadłowy się do tego nie nadawał ze względu na kołysanie pokładu. Próbowano wielu innych sposobów, choćby tak kuriozalnych, jak posłużenie się "proszkiem sympatii". Prototyp chronometru morskiego zbudował dopiero w 1735 roku angielski zegarmistrz, John Harrison. Ten skromny prowincjusz, obcy dworskim koteriom, długo musiał jednak czekać na oficjalne uznanie.
W pierwszej połowie XVII wieku Francją rządzili dwaj ministrowie. Ludwik XIII obdarzył zaufaniem i władzą kardynała Richelieu. Po śmierci monarchy i jego zausznika część uprawnień przeszła w 1643 roku - zgodnie z wolą królowej Anny Austriaczki - na kardynała Mazarina. Ten mąż stanu, z pochodzenia Włoch (Giulio Mazzarini), faktycznie kierował państwem. Celem jego polityki zagranicznej było ugruntowanie międzynarodowej pozycji Francji, toteż kwestia wyznaczania długości geograficznej niewątpliwie pozostawała w sferze zainteresowań kardynała i jego urzędników, wśród których wyróżniał się Colbert. Po śmierci Mazarina (1661) 23-letni Ludwik XIV ogłosił, że odtąd sam będzie sprawował rządy jako Król Słońce. W sztuce dominował wtedy barok, który panuje również na kartach tej powieści.
[Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 2003]
"Wyspa dnia poprzedniego" jest trzecią powieścią Eco, równie kunsztowną literacko i przewrotną intelektualnie, jak poprzednie. Jej bohater - kolejno piemoncki żołnierz, trochę libertyn, bywalec paryskich salonów, tajny agent Mazarina, a wreszcze podróżnik-rozbitek - dobija na koniec do opuszczonego wielkiego żaglowca, pełnego zapasów żywności, narzędzi i dziwacznych zbiorów. Na horyzoncie widnieje zielony brzeg Wyspy. Jak się jednak okazuje, statek nie jest pusty - Robert spotyka tam niemieckiego jezuitę, na wpół obłąkanego filozofa przyrody, snującego fantastyczne i pretensjonlne quasi-naukowe spekulacje.
Z pamiętnika Roberta, z jego wspomnień oraz z dysput z jezuitą wyłania się niecodzienny obraz historii Europy okresu baroku. Ta epoka wielkich kontrowersji filozoficznych, międzynarodowych intryg politycznych, rywalizacji potęg europejskich w dziedzinie wynalazków i skarbów kolonialnych oraz łupieżczych, krwawych wojen staje się pod piórem Eco kpiną, ironią, szyderstwem z niedoskonałości, a często niedołęstwa ludzkiego umysłu, który tak łatwo daje się sprowadzić na manowce. Stanowi także swego rodzaju ostrzeżenie - jako że niebezpieczeństwo "barokowych" postaw intelektualnych nie omija współczesności.
[Państwowy Instytut Wydawniczy, 1995]
Recenzje:
dodał: Mroz
2004-10-19 00:00
Pewne sprawy są dla nas tak oczywiste, że czasem z trudnością sobie uświadamiamy, iż jeszcze niedawno łamały sobie nad nimi głowy najtęższe umysły. Przecież teraz już w szkole dzieci dowiadują się, że południk zerowy przechodzi przez Greenwich, zaś aby określić położenie geograficzne Warszawy czy Tokio wystarczy umieć posługiwać się atlasem geograficznym. Natomiast osią wydarzeń powieści Umberto Eco staje się to, że jeszcze w XVII wieku nie dość, że mapy obfitowały w białe plamy, to w dodatku problem obliczania długości geograficznej nie był rozwiązany z powodu zawodności wszystkich proponowanych sposobów – szczególnie podczas morskich podróży.
Jednak „Wyspa Dnia Poprzedniego” to nie jest zwykła powieść historyczna, gdyż Eco próbuje ożywić powiastkę filozoficzną - gatunek literacki, po który od czasów Oświecenia rzadko sięgano. Wydaje mi się, że jednak nie był to najszczęśliwszy pomysł – współczesny czytelnik nie oczekuje historii w stylu „Kandyda”, lecz albo powieści, albo zwyczajnego eseju czy książki naukowej. Dlatego też z trudnością przebrnąłem przez „Wyspę Dnia Poprzedniego”, choć nie brak w niej świetnych pomysłów fabularnych, jak choćby przygody głównego bohatera Roberta de la Grive podczas oblężenia Casale czy też jego rywalizacja z wyimaginowanym bratem Ferrante o względy pięknej Lilii, itd. Niektórych fragmentów nie powstydziłby się sam Aleksander Dumas, ale epizody z wyrazistą akcją nikną wśród rozważań nad coraz dziwaczniejszymi metodami obliczania długości geograficznej czy też dysput filozoficzno-religijnych prowadzonych przez Roberta w Casale, Paryżu oraz na pokładzie „Dafne”. W dodatku czytelnik musi zaakceptować umowność przedstawionego świata - na przykład wiele z wydarzeń jest zdeterminowanych przyjęciem za prawdziwy poglądu obecnie oczywiście absurdalnego – iż po obu stronach sto osiemdziesiątego południka są inne doby; stąd też przecież wynika nazwa tytułowej wyspy.
Dla mnie najpoważniejszym mankamentem „Wyspy Dnia Poprzedniego” jest to, że mimo wielowątkowości tej powieści i popisów erudycji Umberto Eco oraz kunsztownych literackich zabaw, brakuje tej książce jakiegoś wyrazistego przesłania – chociaż oczywiście można doszukiwać się wielu myśli przewodnich, jak np. ukazanie niedoskonałości naukowego poznania i złożenie hołdu literackiej wyobraźni... Tyle że skoro powiastka filozoficzna z założenia powinna ilustrować określoną tezę filozoficzną czy moralną, to od autora pamiętnego „Imienia róży” oczekiwałbym jednak bardziej zajmującej akcji oraz wnikliwego i oryginalnego obrazu naszej rzeczywistości czy przeszłości.