Oskar i pani Róża, Schmitt Eric-Emmanuel - Książka - Księgarnia Mareno.pl

Promocje  |  Nowości  |  Bestsellery  |  Zapowiedzi
Szukaj w sklepie:
Twój koszyk jest pusty

Schmitt Eric-Emmanuel

Oskar i pani Róża


Autor: 
Schmitt Eric-Emmanuel
Liczba stron: 
78
Nr wydania: 
1
Rok wydania: 
2004
Wydawnictwo: 
Znak
ISBN: 
83-240-0407-6
Okładka: 
twarda
Wymiary: 
13x20

 
Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar nie wierzył, że to możliwe, aż do spotkania z tajemniczą pania Różą, która ma za sobą karierę zapaśniczki i umie znaleźć wyjście z każdej sytuacji... Piękna, mądra i niepozbawiona humoru opowieść o tym, jak pokonać strach, odnaleźć wiarę i nie poddać w obliczu nieszczęścia.
 
 
Szczególnie polecamy Aby dodawać recenzje proszę się zalogować.
Przeczytaj noty wydawców

 
 
 
 

Szczególnie polecamy:
 

Zdjęcie produktu: W naszym domu
W naszym domu
miękka
Picoult Jodi

cena   32.49 zł

Wysyłka 3-5 dni
Zdjęcie produktu: Dziewczyna, która pływała z delfinami
Dziewczyna, która pływała z delfinami
miękka
Berman Sabina

cena   26.99 zł

Wysyłka 3-5 dni
Zdjęcie produktu: Doktor Faustus
Doktor Faustus
twarda
Thomas Mann

cena   44.99 zł

Wysyłka 48h
 

 
Polecamy również

Pokolenie X
cena 
22.70 zł




Co się zdarzyło w Wenecji?
cena 
31.49 zł




 
 
Noty wydawnicze:
 
Wydarzenie literackie na miarę "Małego Księcia".

"Opowieść Schmitta jast przypowieścią nie tylko o dziecku, ale i o nas - dorosłych, o naszych uprzedzeniach, fobiach i niespełnieniach. W głębszym wymiarze książka Schmitta to również próba odpowiedzi na pytanie: jak żyć?"
Piotr Huniewicz, "Polityka"

"Prawie każda strona przynosi ważną myśl, uczy doceniać chwilę, akceptować cierpienie".
Roman Praszyński, "Elle"

"Ta krótka powiastka była porównywana do »Małego Księcia«, według mnie jest nawet lepsza, bo nie tak czułostkowa. Działa jak ekstrakt przywracający wiarę".
Igor Kościelniak, "Przekrój"

[Wydawnictwo Znak, 2006]
Piękne ilustrowane zbiorowe wydanie trzech bestsellerowych opowieści Érica-Emmanuela Schmitta - "Oskar i pani Róża", "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" oraz "Dziecko Noego". Schmitt pokazuje w nich, że wymiar duchowy, niezależnie od tego, czy i jaką religię wyznajemy, stanowi istotną część naszego życia. Uczy nas otwartości wobec tego, co niewyrażalne, i wobec tego, co inne. Te przypowieści mówią o nadziei, miłości, tolerancji, pokonywaniu własnych lęków i poszukiwaniu tożsamości. W sposób zabawny i wzruszający, ale też czasami ironiczny opisują relacje między dziećmi a dorosłymi, pokazując, że jedni i drudzy mogą dać sobie nawzajem coś bardzo cennego.

[Wydawnictwo Znak, 2005]
Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar nie wierzył, że to możliwe, aż do spotkania z tajemniczą panią Różą, która ma za sobą karierę zapaśniczki i umie znaleźć wyjście z każdej sytuacji...

Piękna, mądra i niepozbawiona humoru opowieść o tym, jak pokonać strach, odnaleźć wiarę i nie poddać się w obliczu nieszczęścia. Ta książka da Wam siłę i nadzieję, a kto wie? może nawet zmieni Wasze życie...

[Wydawnictwo Znak, 2004]
 
 
Recenzje:
 

dodał: Ailinel
2008-08-22 00:00
"Oskar i pani Róża" to piękna, mądra książka, opisująca ostatnie dni życia 10-letniego Oskara chorego na raka. Jego opiekunką w szpitalu była tytułowa pani Róża (dla Oskara ciocia, lecz dla innych dzieci pani), która stała się dla niego przyjaciółką, nauczycielką życia, która podsunęła mu pomysł pisania listów do Pana Boga. Chłopiec najbardziej lubił spędzać czas właśnie z nią, słuchając opowieści o jej walkach zapaśniczych i opowiadając jej o swoich problemach.

Książka ta mówi o rzeczach ważnych - o życiu, które, jak mówi pani Róża, jest "kruche, delikatne"[1] i nie trwa wiecznie (choć "zachowujemy się wszyscy jakbyśmy byli nieśmiertelni"[2]) i o śmierci, uświadamiając nam, że każdy kiedyś umrze i nie należy o tym zapominać.

Opiekunka Oskara dlatego właśnie zaproponowała mu zabawę polegającą na tym, żeby 1 dzień życia traktować jako 10 lat, co pozwoliłoby mu zauważyć znaczenie krótkich, niezwykłych chwil w życiu ludzi.

Książka ta napisana jest prostym językiem, skierowanym do młodych ludzi. Lecz uważam, że przeczytać może ją każdy, gdyż pozwoli mu to oderwać się od szybkiej, bezrefleksyjnej codzienności, nastawionej na zarabianie pieniędzy (często kosztem własnego zdrowia i rodziny) lub na własne szczęście i zauważyć, że dzięki drugiemu człowiekowi można stać się lepszym, szczęśliwszym; jak napisała pani Róża: "Dzięki niemu [Oskarowi] byłam zabawna, wymyślałam legendy, znałam się nawet na zapasach. Dzięki niemu śmiałam się i przeżywałam radość. Bardzo pomógł mi w Ciebie [Boga] wierzyć. Jestem przepełniona miłością, czuję, jak mnie pali, dał mi jej tyle, że starczy na wszystkie następne lata"[3].



---
[1] Éric-Emmanuel Schmitt, „Oskar i Pani Róża”, przeł. Barbara Grzegorzewska, wyd. Znak, 2005, s. 13.
[2] Tamże.
[3] Tamże, s. 77-78.


dodał: katka:)
2007-02-16 00:00
To niewiarygodne, jak wiele dziesięcioletnie dziecko mogłoby nauczyć każdego z nas... "Oskar i pani Róża" to piękna opowieść kilkuletniego chłopca o życiu. Prostota wypowiedzi Oskara często zaskakuje, śmieszy, bawi, ale i skłania do refleksji... Każdy dzień to dla niego 10 lat życia. Niebywałe, jak w zaledwie niecałe dwa tygodnie można przeżyć całe życie. W obliczu nadchodzącego kresu, chłopiec wykorzystuje każdą chwilę, dorasta, "żeni się", ma kłopoty z dziewczynami, starzeje się, umiera - jak każdy z nas, tyle że bardzo wcześnie. Jednak nie długość, a jakość życia się liczy i jemu wystarczyło te jedenaście dni, bo przeżył tyle, że niejeden człowiek mógłby mu zazdrościć. Poznaje smak życia, bycia dorosłym, mimo że ma 10 lat. Nie boi się mówić o śmierci, nie rozumie, dlaczego, kiedy o nią pyta, wszyscy nagle milkną, "Jakby człowiek przychodził do szpitala tylko po to, żeby wyzdrowieć. A przecież przychodzi się tutaj także po to, żeby umrzeć"*. Nie wini nikogo za to, co go spotyka. Doktorowi nawet mówi, że "to nie jego wina, że musi oznajmiać ludziom złe nowiny (...) i to, że nie ma ratunku. (...) Niech pan trochę wyhamuje (...), przestanie się tak przejmować, nabierze trochę pokory (...)"*.

Jego listy do Boga są bardzo szczere, nie bawi się w wyszukane słowa, mówi prostym językiem, Boga traktuje jak kumpla. Oczywiście nie od razu, bo początkowo traktuje Go trochę jak Świętego Mikołaja, w którego się nie wierzy. Jednak skoro ciocia Róża w niego wierzy, to On musi istnieć naprawdę. Niedługo przed śmiercią dostrzega Go o poranku. Kiedy wszyscy śpią, On już pracuje, stwarza świt, Oskar wypowiada słowa, które mnie osobiście głęboko zapadły w pamięć: "Zrozumiałem, że jesteś obok. Że zdradzasz mi swój sekret: codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy"*.

Być może powinniśmy posłuchać chłopca i nauczyć się dostrzegać rzeczy, których na co dzień nie zauważamy...


---
* Éric-Emmanuel Schmitt, "Opowieści o Niewidzialnym - Oskar i Pani Róża", przekład: Barbara Grzegorzewska, wyd. Znak, Kraków 2005.


dodał: hankaa
2006-11-08 00:00
W szpitalu leży chłopiec. Nie będę ukrywać jego losu, bo to można już wyczuć na samym początku książki. Jest chory na białaczkę, operacja przeszczepu szpiku kostnego się nie udała. Oskar jest nad wyraz dorosły, mądry i inteligentny. Ma cięty i odważny dowcip. Dużo czasu spędza w towarzystwie wolontariuszki, pani Róży, starszej już pani, która - aby przygotować chłopca na przejście - opowiada mu niezwykłe, refleksyjne historyjki oraz „pokazuje” mu Boga. Na kilka dni przed jego śmiercią proponuje mu, by każdy dzień swojego życia traktował jak 10 lat życia. W ten sposób chłopiec "dożywa" ponad stu lat, a jego pogarszający się stan zdrowia jest adekwatny do wieku. Przez ten czas poznaje smak miłości, przeżywa problemy moralne dorosłych ludzi, przeżywa starość, odnajduje Boga. Najbardziej urzekła mnie jego wypowiedź o sensie życia w „setne” urodziny:

„Życie to dziwny prezent. Na początku się je przecenia. Sądzi się, że się dorosło, a życie jest wieczne. Potem się go nie docenia. Uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. Ja, który mam sto lat, dobrze wiem o czym mówię. Im bardziej się człowiek starzeje, tym większym smakiem musi się wykazać, żeby docenić życie”*.

Ten dzieciak daje dużo do myślenia.

Jest to urzekająca, prosta historia, trochę banalna nawet. Ale nie taka, jak „Mały Książę”. To nie jest to samo i nie powinno się wg mnie tych książek porównywać, choć bardzo by się chciało. Oskar pokazuje nam troszkę inne prawdy życiowe niż Książę. Ma inną koncepcję życia, nie jest tak zagubiony, jak bohater Saint-Exupéry’ego. Jest to tylko mądry, chory chłopiec…


---
* Éric-Emmanuel Schmitt, "Oskar i pani Róża", tłum. Barbara Grzegorzewska, wyd. Znak, 2004.


dodał: Słonko_512
2005-11-10 00:00
Pełna humoru i prawd życiowych książka. Opowiada o Oskarze - 10-letnim chłopcu chorym na raka. Oskar wie, że niewiele zostało mu życia. Zaczyna pisać listy do Boga, w którego nigdy wcześniej nie wierzył. Zaprzyjaźnia się z panią Różą, sympatyczną starszą kobietą. Dzięki niej poznaje bliżej Boga, zaczyna rozumieć, czym tak naprawdę jest śmierć. To właśnie pani Róża opowiada mu o świecie, tłumaczy nurtujące go problemy.

Gorąco polecam!

Aha, i jeszcze jedno... Ostrzegam - można się popłakać.


dodał: annah15
2005-06-23 00:00
"Na imię mi Oskar": tymi słowami zaczyna się książka o chłopcu, któremu pozostało kilka dni życia. Jest to, jak w przypadku "Małego Księcia", książka o życiu. I tak jak w "Małym...", na końcu główny bohater umiera. Tyle że Oskar ma 10 lat i jest nieuleczalnie chory na białaczkę. Codziennie stara się przeżyć lata życia, które mu odebrano, bawiąc się w grę 1 dzień = 10 lat. Przeżywa wszystko, od dorastania aż do późnej starości. We wszystkim pomaga mu ciocia Róża ("ze wszystkich pań w różowych fartuchach, które przychodzą z zewnątrz, żeby spędzać czas z chorymi dziećmi, ona jest najstarsza"). To ona namawia Oskara, żeby pisał listy do Pana Boga i prosił Go o spełnienie jednego życzenia dziennie.

Książka nigdy mnie jeszcze tak nie wzruszyła. No, może prawie...


dodał: verdiana
2005-05-20 00:00
Mówi się, że dla autora nie ma nic gorszego niż obojętność i że lepsze negatywne recenzje niż żadne. "Oskar i pani Róża" zbiera same dobre. To wystarczyło, żebym nabrała do książki dystansu, i tego dystansu bardzo sobie teraz gratuluję. Gdyby nie on, byłaby teraz ze mnie Czytelniczka Rozczarowana.

Fabuła tej książeczki jest wszystkim znana: 10-letni Oskar umiera na białaczkę, a jest przy nim tajemnicza ciocia Róża. To właśnie z nią Oskar najwięcej rozmawia, spędza najwięcej czasu. To ona pomaga mu się uporać z rzeczywistością. I to ona namawia go, żeby pisał listy do Boga. Książeczka stanowi zbiór tych właśnie listów.

Wszystko jest tu przerysowane, wyolbrzymione, skrajne – zupełnie jakby autorem książki był Amerykanin, albo jakby książeczka na rynek amerykański była przeznaczona. Sam Oskar popada z jednej skrajności w drugą – z dręczyciela i mordercy psa staje się aniołem dojrzewającym w zastraszającym tempie, a na dojrzewanie wcale nie ma wpływu choroba, tylko zabawa zaproponowana przez ciocię Różę, która z jednego dnia czyni 10 lat życia. Obiektywnie rzecz biorąc, to dobre ćwiczenie, nie tylko dla dzieci – dla wszystkich, którzy wiedzą, że nie zdążą przeżyć życia do końca, że zostanie ono przerwane brutalnie. Ale Schmitt straszliwie je spłycił. Spłycił zresztą wszystko – postawę rodziców, postawę dziecka, ich wzajemne relacje, spłycił rolę religii i świadomości umierania. Zaprzepaścił szansę na rozwinięcie swojego – dobrego – pomysłu.

"Oskar i pani Róża" w niczym nie przypomina "Małego Księcia" – przede wszystkim nie jest bajką, nie jest zbiorem metafor rozumianych intuicyjnie. Opisuje wszystko wprost, podaje na tacy – pewnie dla tych, którym nie chce się poddać refleksji, pomyśleć, zastanowić się chwilę nad tym, o czym jest ta książeczka. W postaci "Oskara" dostajemy skondensowaną czułostkowość, grę na emocjach czytelnika (bo to właśnie owa czułostkowość bawi się czytelniczymi emocjami najbardziej), prozę Coelho w skróconej wersji (Coelho dla dzieci?).

Mój stosunek do tej książki jest ambiwalentny, bo i na moich emocjach, mimo wszystko, Schmittowi udało się zagrać, ale nie udało mu się pozbawić mnie świadomości gry. Autor wykorzystuje klisze i popularne schematy, demaskując je i nazywając – myślę, że to właśnie przyczyniło się do komercyjnego sukcesu tej książki. Niestety, jest to książka jednorazowego użytku, do drugiego "Małego Księcia" bardzo jej daleko.


[pl.rec.ksiazki]


dodał: iwonna
2005-01-15 00:00
Książeczka bardzo przyjemna, właściwie do połknięcia w pół godzinki i może z powodu swojej krótkiej treści pozostawia maleńki niedosyt. Czytając książkę miałam wrażenie, że rozwija się ona razem ze swoim bohaterem, tak jak on dojrzewa, i z każdej chwili na następną staje się coraz mądrzejsza, aż pod koniec każe nam się zastanawiać nad własnym życiem, ale przede wszystkim nad śmiercią, która czeka na każdego z nas, a której każdy z nas się boi. Wydaje mi się, że pozwala ona otworzyć nam się na ten problem, i dlatego nie jest tylko opowieścią o chłopcu chorym na białaczkę, ale też poradnikiem, który pokazuje, jak radzić sobie w takich sytuacjach - sytuacjach, które nas przerastają, ale przed którymi nie uciekniemy.

 
 
 


Dla klientów Moje konto Warunki zakupów Warto odwiedzić O firmie
rss